szukaj
◊ ◊ ◊ ◊
Dom nad jeziorem

Jest to sentymentalny, wywiedziony z ducha przeżywającej trzecią młodość prozy Jane Austen melodramat, który śmiało można polecić nie tylko zakochanym. Wszystko w tym filmie, który wyreżyserował Alejandro Agresti, podane jest według najlepszych hollywoodzkich recept. Są piękne jesienno-zimowe widoki Chicago z malowniczymi, wbitymi w chmury wieżowcami; stylowe kawiarnie, w których czule gruchają do siebie pary; jest też wielkie, tragiczne uczucie nie mogące znaleźć dla siebie spełnienia.

Trzeźwo myślącą, cierpiącą na nadmiar dystansu do świata, raczkującą w lekarskiej profesji panią doktor gra wyćwiczona w tego typu charakterach Sandra Bullock. Natomiast w subtelnego idealistę i zdolnego architekta beznadziejnie w niej zakochanego wciela się Keanu Reeves – aktor o chłopięcej twarzy, szczerym spojrzeniu, nienagannej sylwetce, którego trudno podejrzewać o jakiekolwiek niecne zamiary.

Zwroty akcji pojawiają się z zegarmistrzowską precyzją, zgodnie z regułami gatunku, wyciskając z widzów łzy w tych momentach, w których należy, a przed banałem chroni film zaskakujący, bo wyjęty z konwencji science fiction pomysł autorstwa amerykańskiego dramaturga Davida Auburna, uhonorowanego Pulitzerem za głośną sztukę „Dowód”. Polega on na wykorzystaniu motywu przesunięcia w czasie, trochę w stylu komedii „Dzień świstaka” – zamiast linearnie rozwijającej się fabuły mamy więc dwa równolegle toczące się wątki, rozgrywające się „równocześnie” w 2004 i 2006 r. Osadzeni w różnych światach i czasach bohaterowie dziwnym zrządzeniem losu (ach, ta miłość) potrafią komunikować się ze sobą, piszą nawet do siebie listy i przesyłają sobie podarunki, ale trudno im znaleźć taką przestrzeń, w której mogliby się realnie spotkać.

Karkołomny pomysł sprawdza się wybornie, ale o logice lepiej w tym wypadku zapomnieć.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj