W kinie jak w kościele

Później triumfy święciła hollywoodzka ekranizacja superbestsellera Dana Browna „Kod da Vinci”. W tym wypadku Kościół raczej nie zachęcał wiernych do pójścia do kina, a nawet wręcz przeciwnie. Do kategorii filmów religijnych można zaliczyć też debiut filmowy Andrzeja Seweryna, chłodno przyjęty przez krytykę. Od dwóch sezonów niezmiennie przewodzą na listach box office’u „filmy papieskie”. Frekwencja przedstawia się następująco:

1. „Jan Paweł II”, reż. John Kent Harrison – 1,9 mln

2. „Karol – człowiek, który został Papieżem”, reż. Giacomo Battiato – 1,88 mln

3. „Kod da Vinci”, reż. Ron Howard – 1,2 mln

4. „Karol – Papież, który pozostał człowiekiem”, reż. Giacomo Battiato – 864 tys.

5. „Kto nigdy nie żył”, reż. Andrzej Seweryn – ok. 10 tys. widzów

Artystyczna jakość tych filmów pozostawia na ogół wiele do życzenia. Wśród krytyki przeważa opinia, że są to dzieła raczej słabe i zaskakująco mało religijne. Filmy papieskie uprawiają tanią hagiografię, natomiast inne tytuły grzeszą uproszczeniami, łopatologią lub – jak w przypadku „Kodu” – hollywoodzkim sznytem, co pozbawia obraz jakichkolwiek głębszych treści. Mimo to wsparte kosztowną kampanią medialną stosunkowo łatwo osiągają sukces komercyjny, o którym nasi reżyserzy zajmujący się kościelną tematyką mogą tylko pomarzyć.

Smutna prawda jest taka, że ambitne dzieła w stylu niezapomnianej „Teresy” Alaine’a Cavaliera albo „Marii” Abla Ferrary przechodzą praktycznie bez echa, co niezbyt dobrze świadczy o stanie świadomości widzów w tak katolickim kraju jak Polska.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj