Piramidy we krwi
„Apocalypto” Mela Gibsona przenosi widza do krainy Majów, jednej zgłównych indiańskich cywilizacji prekolumbijskiej Ameryki.

Mimoegzotycznego sztafażu Gibson-aktor i reżyser znowu opowiada tu swoją,wciąż tę samą, krwawą historię o pierwotnych ludzkich instynktach ikonfrontacji dobra ze złem.

Po głośnej i kontrowersyjnej „Pasji” Gibson zyskał opiniętwórcy niesfornego, niepoprawnego politycznie i balansującego nakrawędzi tego, co w Hollywood dopuszczalne. Jego długo oczekiwany,najnowszy film jest wielkim widowiskiem i ucztą dla oczu, ale raczejnie odkrywa przed nami nowych światów, a jego przesłanie ześlizguje sięw banał.

Akcja „Apocalypto” rozgrywa się w schyłkowym okresie cywilizacji Majów,bezpośrednio przed konkwistą. Bohater filmu Jaguar Paw (Łapa jaguara) wiedzie sielski żywot mieszkańca wioski w tropikalnej dżungli,gwałtownie przerwany inwazją wojsk ze stolicy, które szybko łamią opórwieśniaków, palą wieś i biorą ich w niewolę.

Miasto, do którego doprowadzono jeńców, okazuje się upiornym miejscemmasowego ludobójstwa – rolę dekoracji pełnią tam ludzkie głowyzatknięte na pikach, na rogatkach leżą stosy bezgłowych ciał, jakw Kambodży Pol Pota. Związani nieszczęśnicy z wioski zostają wciągnięcina szczyt piramidy, gdzie kapłan wprawnym ruchem po kolei wykraja imserca, obcina głowy i zrzuca je po każdej egzekucji po stopniachpiramidy ku uciesze wiwatującej i pijanej gawiedzi. Kiedy kolejnąofiarą ma się stać Jaguar Paw, następuje zaćmienie słońca, co ratuje mużycie – kapłan orzeka, że rozgniewany bóg Kukulcan nasycił się jużkrwią.

 

Ocaleni nie mają jednak prawa przeżyć – żołnierze pędzą ich na stadion, każą uciekać w stronę pobliskiego pola kukurydzy, po czym zabijają biegnących strzałami z łuków, oszczepami i kamieniami. Tylko Łapie jaguara udaje się uciec; reszta filmu to długi, dramatycznypościg za zbiegiem przez dżunglę, w czasie którego jego prześladowcy pokolei padają ofiarą jadowitych węży, jaguarów i zastawianych przez niego pułapek. W sukurs przychodzą wreszcie bohaterowi hiszpańskiegaleony, które zbliżają się do brzegów Nowego Świata.

Ogląda się to wszystko wspaniale. Fascynujący świat Majów odtworzonoz wielką dbałością o szczegół. Kolorowe tatuaże, ozdobne stroje napółnagich, brązowych ciałach wojowników pędzących przez zielonągęstwinę dżungli albo polujących na swe ofiary na tle piramido zachodzie słońca, urzekają groźnym pięknem. Jako aktorów Gibsonzaangażował głównie Indian-naturszczyków – w Meksyku wciąż mieszkaokoło 6 mln Majów – którzy mówią w swoim języku Yucateco (jednymz kilku żywych jeszcze języków meksykańskich Indian). Dodatkowopotęguje to efekt autentyczności, podobnie jak w „Pasji”, gdziesłyszeliśmy dialogi napisane po aramejsku.

Film jest arcydziełem dramaturgii suspensu i dynamicznego kina akcji.Imponuje prowadzeniem kamery-pająka (SpiderCam), którą zawieszano nadwodospadem tak, aby w jednym ujęciu złapała bohatera podchodzącego doprzepaści i skaczącego po chwili w kipiącą topiel. Gibsonowi należą sięteż ukłony, że prawie w ogóle nie uciekał się do tak powszechnych dziśefektów specjalnych i komputerowego generowania obrazów, które niszcząwspółczesne kino hollywoodzkie, czyniąc z niego techniczne oszustwo.Nie oszczędzał swoich 800 statystów – w tropikalnym upale słablii odnosili kontuzje na planie, co wymagało nieraz pomocy lekarskiej.

 

Jak zwykle u Gibsona, film eksponuje przemoc, okrucieństwo. Jest tego tyle, że wbrew intencjom twórcy, zaczyna się odbierać kolejnerzezie podobnie jak pokazywane w ironicznej, baletowo-teatralnejkonwencji jatki w filmach Tarantino. Gibson jednak nie żartuje, krew leje się na serio. Tylko po co? „Apocalypto” nie jest traktatemo naturze zła, nie zagląda w dusze katów; opowiada historięz perspektywy ofiar. Nie jest też historyczną rekonstrukcją cywilizacji Majów. Antropologowie-specjaliści od prekolumbijskich kulturamerykańskich wytknęli reżyserowi nieco nonszalanckie podejście dorzeczywistości. Według nich, obraz morderczych rytuałów w filmie jestmylący – ofiary z ludzi były faktem, ale zabijano raczejprzedstawicieli politycznych elit podbitych miast-państw, a niezwykłych niewolników.

Dzisiejsi Majowie protestują przeciwko sportretowaniu ich jako krwiożerczych półdzikusów. Obrońcy political correctnesspodejrzewają z kolei, że Gibson – nie lubiany przez nich za swójreligijny fundamentalizm – celowo uwydatnił bestialstwo i agresywnośćmordujących się nawzajem Indian, aby pokazać, że nie byli wcale lepsiod Hiszpanów, a tylko słabsi.

Nie tym jednak autor filmu zaprzątał sobie głowę. Puenta „Apocalypto” –pojawienie się na morzu hiszpańskich okrętów – sugeruje, że Gibson miałambicje historiozoficzne. Cywilizacja bogów-sadystów, kultura śmierci,wkrótce padnie – ukarana – pod ciosami cywilizacji „wyższej”. Wielkiecywilizacje niszczą się same. W prologu autorzy zacytowali słowahistoryka Willa Duranta odnoszące się do upadku Cesarstwa Rzymskiego:„Wielka cywilizacja nie może być podbita z zewnątrz, dopóki niezniszczy się sama, od wewnątrz”. Gibson mówił, że chciał ukazaćparalele między upadkiem Majów a kryzysem zachodniej cywilizacji. „Tecykle stale się powtarzają. (...) Ludzie myślą, że nowoczesny człowiekjest tak bardzo oświecony, ale w istocie jesteśmy podatni na te samesiły” – powiedział reżyser. Katastrofizm ten ma wymiar religijny.Zagładę zwiastują postacie jakby z biblijnej mitologii – maładziewczynka ostrzegająca przed zarazą – a sam Jaguar Paw jestdelikatnie wystylizowany na Zbawiciela: powtarza słowa swego ojca: nielękaj się, a w czasie ucieczki przed prześladowcami zostaje ranionywłócznią w bok.

Odniesienia takie zawsze dotykają naszej czułej struny, więc można jeuznać – jak niektórzy krytycy – za dość tanią manipulację emocjami.Gibson wszakże pozostaje tu przynajmniej wierny sobie. Jednak sugestia,że upadek cywilizacji Majów jest w filmie metaforą zbliżającego sięzmierzchu dekadenckiego Zachodu, trafia w próżnię. W makabrycznymobrazie miasta piramid ociekającego krwią nie rozpoznajemy siebie –jest zbyt jednowymiarowy. Majowie stworzyli kulturę, zdaniem wieluspecjalistów, najbardziej wyrafinowaną spośród kultur prekolumbijskich.Posiadali pismo, pisali poezję, mieli imponującą architekturę – jakojedyni Indianie mezoamerykańscy stosowali w budownictwie łuk, a ichsłynny system liczbowy, astronomia i kalendarz są do dziś przedmiotempodziwu. W schyłkowym okresie, w którym dzieje się akcja „Apocalypto”(początek XVI w.), kultura ta przeżywała regres – ludzie nieodczytywali już hieroglifów na murach. Skoro jednak Gibson i takpotraktował historię dość dowolnie, do czego ma prawo, mógł pokazaćświat Majów w całej jego złożoności: krwawe ofiary z ludzi obok poezjii astronomii, współistnienie barbarzyństwa z muzyką i literaturą.Byłoby to bardziej interesujące i bliższe naszym niedawnym XX-wiecznymdoświadczeniom.

Jedyne, co w filmie przekonuje, to odwieczna historia o przezwyciężeniustrachu, męstwie i woli przetrwania. Bohater, chroniony niewidzialnąręką Opatrzności, umyka pogoni i łączy się z ukochaną rodziną.Klasyczny chase movie,kino pościgu i ucieczki, czyli to, co widownia lubi najbardziej.Wszystko tylko w zupełnie nowych realiach – pogoń odbywa się niesamochodami, a pieszo, w tropikalnej dżungli, i bohater uchodzi niekulom, a strzałom z łuku i dzidom.

 

Tradycyjna sceneria zużyła się, Hollywood potrzebuje nowej. Po Majów sięgnięto zgodnie z modą na etniczną, zwłaszcza indiańską,egzotykę. W USA furorę robi na przykład ostatnio znakomita piosenkarkameksykańsko-amerykańska Lila Downs, śpiewająca w indiańskim języku. Nawet swoisty rewizjonizm Gibsona, pokazywanie Indian bez złudzeń, niejest wcale rewolucyjny. Majów pokazywano kiedyś w konwencjisielsko-idyllicznej, dziś wypada mówić, że wszyscy jesteśmy tacy sami.Słuszna jest niepoprawność polityczna.

W czasie kampanii promocyjnej pokazywano film w rezerwatach indiańskichw USA, gdzie się na ogół podobał. Gibson ma nadzieję, że nawetw Ameryce Łacińskiej, mimo kontrowersyjnego obrazu cywilizacji Majów,zostanie doceniony, choćby dlatego, że ich starożytny język usłyszycały świat. Film wchodzi tam na ekrany z początkiem przyszłego roku.W USA „Apocalypto” zbiera niezłe recenzje – krytycy zgodnie chwaląmaestrię roboty filmowej, chociaż złośliwie ironizują na temateschatologicznych i katastroficznych motywów utworu. O kasę producenci(Disney) nie muszą się martwić. W pierwszy weekend wyświetlania filmdał więcej dochodów niż „Waleczne serce” – dzieło, które przyniosłoGibsonowi Oscara. Czy i teraz można oczekiwać takiego sukcesu?

Zdaniem komentatorów, Gibson poważnie osłabił swoje szanse, kiedy półroku temu, zatrzymany przez policjantów za jazdę po pijanemu, zaczął imgłośno wymyślać od Żydów, co zostało nagrane i rozpowszechnione przezmedia. Incydent ożywił oskarżenia o antysemityzm wysunięte pod jegoadresem po „Pasji”. Reżyser przeprosił potem za wybryk, ale nieuspokoiło to wielu środowisk żydowskich, które zapowiedziały bojkotnowego filmu. Prawdopodobnie nie zmniejszy to znacząco frekwencjiw kinach, ale może zaważyć na decyzji amerykańskiej Akademii Filmowej.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj