Miłość i inne nieszczęścia
Obserwacja bohemy Londynu.

Anglicy wyspecjalizowali się w produkcji dowcipnych komedii romantycznych, które łamiąc gatunkowe ograniczenia w przedziwny sposób podtrzymują ich trwałość. Wymieniać tytułów nie ma potrzeby, lista jest długa, a dodatkowo pamięć o nich odświeżają nowe tytuły.

W „Miłości i innych nieszczęściach” ironicznym punktem odniesienia staje się „Notting Hill” Rogera Michella. Przebój z Hugh Grantem i Julią Roberts powraca jako temat żartów między początkującym scenarzystą filmowym, gejem, i wynajmującą razem z nim mieszkanie przebojową asystentką scenografa zatrudnioną w magazynie „Vogue”. On (Matthew Rhys), choć jest nieuleczalnym romantykiem, marzy o napisaniu trzymającego się twardo życiowych realiów melodramatu. Natomiast ona (Brittany Murphy), obawiając się miłosnego zawodu, stale wybiera sobie niewłaściwych partnerów.

W filmie Aleka Keshishiana, który stanowi zarazem wariację na temat „Śniadania u Tiffany’ego”, źródłem komizmu są nie tylko kontrastowo różne charaktery próbującej się wspierać pary przyjaciół. Dość zręcznie wypada także obserwacja obyczajowa współczesnej bohemy Londynu, spędzającej wolny czas na charytatywnych przyjęciach i modnych wernisażach, na których recytuje się rasistowskie wiersze i wystawia pocięte na kawałki zwierzęce mięso.

Krótko mówiąc, komu podobała się groteskowo-sardoniczna komedia romantyczna „To właśnie miłość”, i tym razem się nie zawiedzie.

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj