"Bunt. Sprawa Litwinienki"
Akt oskarżenia wobec Putina.

Pełnometrażowy dokument Rosjanina Andrieja Niekrasowa (absolwenta prestiżowych zachodnich szkół i asystenta Tarkowskiego), poświęcony działalności zamordowanego w Wielkiej Brytanii byłego szpiega Aleksandra Litwinienki, miał premierę na ostatnim festiwalu w Cannes. Został pokazany mimo protestów ambasady Rosji i z miejsca wywołał międzynarodową sensację.

„Bunt. Sprawa Litwinienki” to bardzo śmiały, dobrze udokumentowany obraz politycznych zmian po 1989 r. w byłym ZSRR, które doprowadziły do dyktatorskich rządów Putina. Oskarża się w nim aktualnie rządzącego prezydenta nie tylko o wydanie rozkazu zamordowania Litwinienki i przedstawicieli wolnych mediów, takich jak Politkowska, ale również o inne zbrodnie dokonane przez aparat bezpieczeństwa, czyli FSB (dawniej KGB). Jedną z nich było prawdopodobnie wysadzenie w powietrze na terenie Rosji kilku budynków mieszkalnych we wrześniu 1999 r., w wyniku czego poniosło śmierć ponad 300 osób. Terrorystów nie złapano, lecz wmówiono opinii publicznej, że za zamachami stoją czeczeńscy bojownicy. Tymczasem przepytywani przez Nierasowa aparatczycy twierdzą, że była to cyniczna prowokacja mająca na celu wywołanie drugiej wojny czeczeńskiej, która wyniosła do władzy ludzi dawnego KGB.

Film Niekrasowa, choć skupia się na losach jednego niepokornego człowieka, podpułkownika z 20-letnim stażem w służbie bezpieczeństwa, który ujawnił zamiar zamordowania miliardera Bierezowskiego, doskonale obnaża mechanizmy rządzenia współczesną Rosją, pokazuje bezwzględne, zakulisowe gry między oligarchami i politykami, analizuje metody działania służb specjalnych oraz wywiadu, które zapewniają Putinowi i jego ludziom całkowitą kontrolę nad państwem. Z tezami przedstawionymi w filmie można się oczywiście nie zgadzać, ale przegapić go w kinach nie wolno.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj