Recenzja filmu: "Przyjeżdża orkiestra", reż. Eran Kolirin

Przyjeżdża orkiestra
Spotkanie tradycji żydowskiej i arabskiej

Kto lubi klimaty Jima Jarmuscha, będzie tym filmem zachwycony. Izraelski dramat obyczajowy „Przyjeżdża orkiestra” 35-letniego debiutanta Erana Kolirina to udany przykład kinowego minimalizmu. Ciągnąca się wolno akcja, z lekka surrealistyczny humor, smutek w oczach bohaterów i charakterystyczna tęsknota za jakimś lepszym, nieistniejącym światem. Można wymieniać więcej takich określeń, lecz i tak nie oddadzą one poetyckiego tonu opowieści o wiecznym mijaniu się ludzi i wysiłku zrozumienia bliźniego, pomimo dzielących ich głębokich różnic kulturowych.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną