Recenzja filmu: "Liverpool", reż. Lisandro Alonso

Liverpool
Na szczęście film trwa tylko 85 minut

Wbrew swojsko brzmiącemu tytułowi, „Liverpool” nie jest filmem o słynnym klubie piłkarskim ani nie rozgrywa się nawet w Anglii. Zrealizował go argentyński twórca młodego pokolenia Lisandro Alonso, dla którego znane miasto to symbol jakiegoś lepszego, niedosiężonego świata. Jego film, należący do sztandarowych przykładów minimalizmu kinowego, rozgrywa się niemal bez słów, w wielkim skupieniu. Nie jest to jednak sposób na wzbudzenie w widzu jakichś głębszych refleksji, jak w utrzymanym w podobnej tonacji metafizycznym dramacie Carlosa Reygadasa „Ciche światło”.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną