Recenzja filmu: "Opór", reż. Edward Zwick
Opór
Czy film Zwicka jest wymierzony przeciwko Polakom?

Amerykański dramat wojenny o losach trzech braci Bielskich, Polaków mojżeszowego wyznania, którzy przetrwali okupację w Puszczy Nalibockiej w okolicach Nowogródka, ratując przy okazji setki Żydów od zagłady, wzbudzał obawy na długo przed premierą. Pojawiły się przypuszczenia, że opowieść o oddziale żydowskich partyzantów, walczących zbrojnie z hitlerowcami i ściśle współpracujących z sowieckim ruchem oporu, stanie się okazją do antypolskiej nagonki i oskarżeń o antysemityzm. Ponadto że stworzy jednostronny obraz nie zawsze chlubnych czynów braci, rabujących żywność oraz kosztowności z okolicznych wiosek i zamieszanych w masakrę polskiej ludności w Nalibokach (śledztwo prowadzone przez IPN nie potwierdziło tych rewelacji).

„Opór” Edwarda Zwicka nie jest wymierzony przeciwko Polakom. Mimo że akcja rozgrywa się na Kresach Wschodnich zajętych przez Armię Czerwoną, a potem Niemców, wątek polski w zasadzie jest w nim nieobecny, co może budzić nasze kontrowersje. Grani przez brytyjskich aktorów bracia mówią łamaną angielszczyzną z rosyjskim akcentem. Donoszą i w ręce gestapo wydają Żydów białoruscy policjanci. Partyzantka AK jakby nie istniała. O napiętych polsko-sowieckich stosunkach nie wspomina się wcale. Akcja kończy się w 1943 r., zanim wydarzyła się tragedia w Nalibokach. Hollywoodzki „Opór” jest filmem uniwersalnym, skrajnie uproszczonym. Podobnie jak w przypadku „Listy Schindlera” jego głównym przesłaniem jest ukazanie martyrologii i bohaterstwa Żydów. Film opisuje nie tyle starcia z hitlerowcami, co codzienną gehennę i solidarność ludzi. Otriad braci Bielskich była miejscem wyjątkowym. Ni to komuną, ni haremem, ni oddziałem partyzanckim. Nazywano ją „nowym Jeruzalem”, bo oprócz samoobrony, nauki strzelania i zabijania kwitła tam miłość, zawierano śluby, zakładano szkoły, szpitale.

Daniel Craig w roli samozwańczego przywódcy dyktatora Tewje Bielskiego wypada wiarygodnie, udowadniając, że nie jest aktorem stworzonym tylko do grania Bonda. Liev Schreiber jako konkurujący z nim brat Zus ma wprawdzie mniejsze pole do popisu, ale też radzi sobie nie najgorzej. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego nie zrobili tego filmu Polacy.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj