Recenzja filmu: "Hanami - kwiat wiśni", reż. Doris Dorrie

Hanami - kwiat wiśni
Na granicy patosu i kiczu

Niemiecka reżyserka i pisarka Doris Dorrie pozostaje pod wielkim wpływem kultury Dalekiego Wschodu. Jest też buddystką. W jej twórczości filmowej (m.in. „Nadzy”, „Czy jestem piękna”) orientalne inspiracje nie są jednak specjalnie widoczne. Dopiero najnowszy dramat „Hanami – kwiat wiśni” dyskretnie je odsłania. To jej najbardziej osobisty film poświęcony tragiczne zmarłemu mężowi, w którym stara się opowiedzieć o niewygasłej, wciąż łączącej ich miłości.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną