Recenzja filmu: "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", reż. David Fincher

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona
Będzie Oscar za charakteryzację?

13 nominacji do Oscara dla najnowszego filmu Davida Finchera („Zodiak”, „Fight Club”) dowodzi, że mamy do czynienia z dziełem nieprzeciętnym, na miarę „Władcy pierścieni” albo „Titanica”. „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” to jednak utwór innego kalibru. Owszem, widowiskowy, lecz pozbawiony żaru, emocji, wyraźnego nerwu, sprawiającego, że w trakcie oglądania zamiast ziewać, czujemy ciarki przechodzące po plecach.

Karkołomny pomysł, by opowiedzieć o losach człowieka w odwrotnym kierunku: od narodzin w wieku starczym aż do śmierci w kołysce, sprawdza się może w literaturze (scenariusz jest luźną adaptacją 20-stronicowej noweli F.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną