szukaj
Recenzja filmu: "Spadkobiercy cara", reż. Konstanty Odiegow
Spadkobiercy cara
O potrzebie religijnego zakorzenienia współczesnej Rosji

Konstanty Odiegow to znany w Rosji dokumentalista, autor ponad pięćdziesięciu filmów o Syberii. „Spadkobiercy cara”, jego trzecia fabuła, także rozgrywa się na dalekiej północy, w maleńkiej wiosce, gdzie „człowieka rzadziej można spotkać niż dzikie zwierzę”. Nędzny świat z dziesiątkami jednakowo wyglądających baraków, z wiecznie pijanymi mieszkańcami, narzekaniem, moralną degrengoladą i brakiem perspektyw na przyszłość, przypominają reporterską relację z piekła. Zniszczeni życiem starcy zwalczają depresję alkoholem, młodzi kradną, handlują, czym się da, i szybko staczają się po równi pochyłej.

Jednak Odiegow pokazuje też drugą stronę. Gdy na tej potwornej lodowej pustyni pojawia się nieoczekiwanie szansa zmiany losu, niczym w bajce ludzie odzyskują nagle wiarę, polepszają swoją sytuację dzięki pojawieniu się magicznego przedmiotu, symbolizującego powrót do źródeł: do prawosławia i przedrewolucyjnej tradycji. Magicznym przedmiotem pełniącym funkcję relikwii jest tu dziwny guzik, należący podobno do carewicza Aleksieja Romanowa. Pojawienie się go w rękach trzynastoletniego bohatera, który na stacji benzynowej zajmuje się sprzedażą kradzionych towarów, pomaga wyjść z zaklętego kręgu pijaństwa jego rodzicom. Przyspiesza transformację zobojętniałej społeczności, choć nie całej.

Mimo pogodnej tonacji, zmąconej naturalistycznym spojrzeniem, „Spadkobiercy cara” nie są naiwną bajeczką. To poruszający film, nie tylko dla młodzieży, mówiący o trudnych egzystencjalnych wyborach i potrzebie religijnego zakorzenienia współczesnej Rosji.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj