szukaj
Recenzja filmu: "Zapaśnik", reż. Darren Aronofsky
Zapaśnik
Rourke udowodnił, że i w ringu, i w życiu warto walczyć do końca.

Nominację do Oscara miał grający główną rolę w „Zapaśniku” Mickey Rourke, jak najbardziej zasłużenie, ale dlaczego nie dostał jej charakteryzator? Nie było za co nagradzać – Rourke naprawdę dziś tak wygląda. Cóż, na swój wygląd trzeba zapracować, a Rourke naprawdę się przyłożył. I oto aktor wraca na plan w roli wręcz idealnie dobranej do sytuacji, w jakiej się znalazł. Gra bowiem podstarzałego zapaśnika, którego wyczyny pamiętają jeszcze tylko najwięksi fani. Dawny czempion żyje na skraju nędzy, toczy żenujące pojedynki z takimi samymi jak on przeterminowanymi oldbojami, a kiedy zdrowie zawodzi, pozostaje mu już tylko praca za ladą w supermarkecie. To jedna z najbardziej przejmujących scen w filmie: Rourke w czepku przykrywającym farbowane posiwiałe włosy serwuje starszym kapryśnym paniom sałatki w pojemnikach, a kiedy jeden z klientów go rozpoznaje, zaprzecza. Pojawia się jednak okazja, by coś zmienić w życiu.

W 20 rocznicę stoczenia swej najlepszej walki dostaje propozycję, by ponownie spotkał się z dawnym rywalem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie da się po raz drugi wejść na ten sam ring, ale jednak zaryzykuje. Nie tylko dla korzyści finansowych, choć pieniądze nie są w tym wypadku bez znaczenia. Ta ostatnia walka to bunt przeciw temu, co nieuchronnie czeka go w życiu, a z czym nie chce się pogodzić. Filmowi Darrena Aronofsky’ego można zarzucić brak oryginalności. Rzewnych opowieści o starych mistrzach wracających na ring mieliśmy w kinie wiele. Najczęściej byli to jednak bokserzy, tutaj zaś mamy weteranów wrestlingu, jednego z najgłupszych i najbardziej okrutnych sportów, jakie wymyślono ku uciesze gawiedzi. Zawody są z góry ustawione, niemniej nawet walczący na niby muszą naprawdę zadawać sobie ból, kaleczyć się i poniewierać. To symbol tego, co w dzisiejszym show-biznesie najbardziej tandetne. Najważniejszy w „Zapaśniku” jest jednak Rourke, który zagrał doskonale i udowodnił, że i w ringu, i w życiu warto walczyć do końca.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj