Recenzja filmu "Trzy małpy", reż. Nuri Bilge Ceylan
Trzy małpy
Psychologiczny dramat, prawie bez słów

Turecki reżyser Nuri Bilge Ceylan pełni w tamtejszej kinematografii podobną funkcję co noblista Orhan Pamuk w literaturze. Jest liderem autorskiego nurtu sięgającego w głąb tureckiej tradycji i konfrontującego ją ze współczesną obyczajowością. „Trzy małpy” są jego piątym pełnometrażowym filmem. Ceylan analizuje stopniowy rozkład więzi rodzinnych wywołany kłamstwem. Kierowca miejscowego polityka (Yavuz Bingol) bierze na siebie jego winę. Odsiaduje dziewięciomiesięczny wyrok za nieumyślne spowodowanie wypadku samochodowego, mając nadzieję, że obiecana rekompensata finansowa pozwoli mu po wyjściu z więzienia dobrze się ustawić. W międzyczasie żona zdradza go z szefem. A dorastający syn przepuszcza pieniądze.

Psychologiczny dramat, rozegrany prawie bez słów, łączy się u Ceylana z głębszą metaforą. Udawanie, że nic się nie stało, przymykanie oczu na zło, wszechobecna korupcja urastają w kameralnym filmie do rangi symbolu moralnego upadku szybko modernizującego się państwa. Wyraża to także tytułowa metafora, ironicznie nawiązująca do znanej figury chińskich trzech mądrych małp, ilustrującej przysłowie: „nic nie widziałem, nic nie słyszałem, nic nie powiem”.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj