Recenzja filmu: "Genua. Włoskie lato", reż. Michael Winterbottom

Genua. Włoskie lato
Autor '9 songs' powraca

Po Michaelu Winterbottomie („Cena odwagi”, „9 songs”, „Więzy miłości”) należałoby się spodziewać mocniejszego i bardziej wyrafinowanego melodramatu. Tymczasem „Genua. Włoskie lato” to w bogatej filmografii ambitnego Brytyjczyka pozycja niemal rozrywkowa, choć zawierająca typowe dla jego twórczości elementy egzystencjalnego niepokoju. Wakacyjny tytuł sugerujący miłą dla oka pocztówkę znad Morza Śródziemnego stanowi ironiczny kontrapunkt dla dość smutnej opowieści o dochodzeniu do psychicznej równowagi wykładowcy literatury (Colin Firth).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną