Recenzja filmu: "Lwica" reż. Pablo Trapero

Lwica
Film jest chłodnym, a przez to bardzo wzruszającym zapisem buntu młodej matki.

Codzienność za kratami to jeden z ulubionych tematów kina sensacyjnego, podjęty z wyjątkowym wyczuciem przez latynoskiego reżysera Pablo Trapero. W „Lwicy” Argentyńczyk buduje dramat 20-letniej studentki (świetna rola Martiny Gusman) skazanej na wieloletnią odsiadkę za to, że w szale zazdrości zabiła kochanka zdradzającego ją chłopaka. Kto tak naprawdę jest winny zabójstwa – nie wiadomo. Zagadka kryminalna nie zostaje do końca wyjaśniona, zresztą nie ona wydaje się w filmie najważniejsza. Reżysera interesują raczej konsekwencje macierzyństwa.

I zmieniającej się pod wpływem nowej sytuacji mentalności niedoświadczonej, agresywnej kobiety, która zgodnie z obowiązującym prawem po czterech latach samotnego wychowywania dziecka w więziennych warunkach musi je oddać do domu opieki. W „Lwicy” udało się uchwycić trudny proces budzenia się odpowiedzialności, dojrzewania młodej dziewczyny, na którą zwalają się wszystkie nieszczęścia świata.

Mimo to nietracącej nadziei, marzącej o zmianie swojego losu, rozpaczliwie walczącej o ocalenie godności, o zachowanie resztek uczuć, miłości. Zaletą świetnie zrealizowanej, poruszającej opowieści Trapero jest i to, że nie nosi ona znamion sentymentalizmu, że reżyser nie gra z widzem nie fair, nie lituje się i nie wymusza współczucia dla swojej bohaterki. Jego film jest chłodnym, a przez to bardzo wzruszającym zapisem buntu młodej matki, próbującej stawić czoła tragedii.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj