Recenzja filmu: Bruno, reż. Larry Charles

Bruno
Obśmiewanie codziennej Ameryki

 

Kto polubił „Borata", temu spodoba się też „Bruno", choć chyba jednak trochę mniej. W tamtym filmie Sacha Baron Cohen udając głupkowatego reportera z Kazachstanu nabierał Amerykanów, którzy nie skrywali przed nim swych autentycznych poglądów. Było śmiesznie. W „Bruno" chwyt jest podobny - tym razem angielski komik przeobraża się w austriackiego geja, specjalistę od mody („najbardziej znanego Austriaka od czasów Hitlera").

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną