Recenzja filmu: Załoga G, reż. Hoyt Yeatman
Załoga G
Rodzicom lubiącym poczciwego Disneya wyprawę do kina odradzam

Dynamiczny rozwój technologii 3D natchnął hollywoodzkich filmowców do podjęcia kolejnego ambitnego wyzwania: połączenia kina aktorskiego z trójwymiarową animacją. „Załoga G” Hoyta Yeatmana juniora nie jest pierwszym eksperymentem w tej dziedzinie. Pionierskie zastosowanie tej kombinacji znajdziemy już m.in. we „Władcy pierścieni”. Ale jej szerokie rozwinięcie w disneyowskiej fabule na pewno stanowi przełom. Akcja nawiązuje do szpiegowskiej serii z Bondem. Ponieważ film jest adresowany do młodszych dzieci, bohaterami są sympatyczne zwierzaki.

Załogą G kieruje gapowaty naukowiec (Zach Galifianakis), który nie potrafi przekonać swoich szefów, że wytresowane i ulepszone genetycznie istoty nadają się do pełnienia służby wywiadowczej w FBI. Chcąc udowodnić ich przydatność, samowolnie nakazuje im wykradzenie supertajnych dokumentów z komputera groźnego biznesmena (Bill Nighy), podejrzewanego o chęć zawładnięcia światem. I choć misja się powodzi, w plikach nie ma niczego, co wskazywałoby na jego winę. Ciężar opowieści spoczywa na groteskowych sekwencjach pościgów, pojedynków, przede wszystkim zaś na zaskakujących scenach przemian sprzętu domowego w krwiożercze maszyny, wpisujących się bardziej w odhumanizowaną konwencję „Transformersów”, aniżeli przygód niezawodnego 007. Jakościowo obraz jest bez zarzutu i z pewnością dostarczy dużo wrażeń, zwłaszcza wychowanym na grach komputerowych młodym widzom.

Rodzicom, zwłaszcza lubiącym starego, poczciwego Disneya, wspólną wyprawę do kina zdecydowanie odradzam.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj