Recenzja filmu: "Dersu Uzała", reż. Akira Kurosawa

Kurosawa w tajdze
Hołd oddany przewodnikowi z plemienia Nanajów

Najsłynniejsza ekranizacja zapisków i wspomnień znanego niegdyś topografa i badacza ussuryjskiej tajgi, inżyniera Władimira Arsjenjewa „Dersu Uzała” powstała w 1975 r. i z miejsca została okrzyknięta kolejnym arcydziełem Akiry Kurosawy. Okoliczności powstania wielokrotnie nagradzanego filmu, m.in. Oscarem, nie były jednak wesołe. Autor „Siedmiu samurajów” przeżywał w tamtym czasie silne załamanie nerwowe, które doprowadziło go do nieudanej próby samobójczej. Złe przyjęcie dramatu „Dodes’ka den”, bankructwo wytwórni filmowej Yonki-no-Kai, odmowy finansowania kolejnych projektów (m.in. „Uciekającego pociągu”) zmusiły mistrza do opuszczenia Japonii.

Wsparcie znalazł nie u bogatych Amerykanów, tylko w komunistycznej Rosji, co wywołało konsternację. Rozgrywający się na przełomie XIX i XX stulecia film jest epicką przypowieścią, oddającą hołd przewodnikowi z plemienia Nanajów, który całe życie spędził w tajdze. Gra go Maksym Munzuk, aktor z tuwińskiego okręgu autonomicznego, doskonale znający syberyjski folklor i genialnie potrafiący odczytać intencje reżysera, przedstawiającego w tej postaci to wszystko, co nowoczesny człowiek utracił w wyniku ekspansji cywilizacji. 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj