Recenzja filmu: "13 Dzielnica Ultimatum", reż. Patrick Alessandrin
13 Dzielnica: Ultimatum
Chłopięca bajeczka

Na rozgrywającą się w niedalekiej przyszłości sensacyjną produkcję Luca Bessona „13 dzielnica” waliły we Francji tłumy, nie dziwota, że powstał sequel. „Ultimatum” Patricka Alessandrina odwołuje się do najlepszych komiksowych wzorów. Sceny walki wyglądają lepiej niż w niejednym hollywoodzkim widowisku à la „Matrix”. Skoki z wieżowców, ucieczki z pilnie strzeżonego aresztu, rajdy samochodowe po korytarzach biurowca, policyjne obławy ukazane zostały z odpowiednią dozą ironii, wcale nieprzeszkadzającą w śledzeniu dynamicznej akcji.

Otoczone murem podparyskie przedmieścia okupują uzbrojone w bazuki bandy imigrantów bezkarnie przemycające narkotyki do pogrążonych w rozpuście lepszych dzielnic. Żeby raz na zawsze pozbyć się wytatuowanych i poharatanych bliznami gangsterów, służby specjalne planują prowokację. Chcą wywołać zamieszki w getcie, spacyfikować teren i w to miejsce wybudować osiedle drapaczy chmur dla bogaczy. Przy okazji liczą na niezły zysk, przydzielając budowlane koncesje zaprzyjaźnionym firmom. Na szczęście w skorumpowanym świecie znajdzie się dwóch sprawiedliwych.

W tej chłopięcej bajeczce wszystko wygląda bez zarzutu z wyjątkiem dodanego na siłę „poważnego” przesłania. Winni są niedotrzymujący słowa politycy. Cyniczna filozofia agentów – zniszczyć, żeby zbudować – stanowi zawoalowaną krytykę amerykańskiego imperializmu w Iraku. Jeśli to się jednak przełknie, cała prawda o mieszkańcach slumsów, którzy tak naprawdę są spokojnymi i uczciwymi obywatelami, śmieszyć naiwnością nikogo nie będzie.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj