Recenzja filmu: "Moje Winnipeg", reż. Guy Maddin

Moje Winnipeg
Fikcja dokumentalna na pograniczu snu

Kanadyjska kinematografia kojarzy się głównie z trzema wielkimi nazwiskami: Atoma Egoyana, Davida Cronenberga oraz Denysa Arcanda. Zupełnie u nas nieznany Guy Maddin z pewnością zasługuje na to, by do tej trójki dołączyć i to na równych prawach.

Kino Maddina (było prezentowane na ostatnim festiwalu Era Nowe Horyzonty) jest szalenie ironiczne, indywidualistyczne i absolutnie niepodporządkowane regułom gatunkowym. Opiera się na pastiszu starych, niemodnych, archaicznych konwencji filmowych, szczególnie ekspresjonizmu niemieckiego, radzieckiej propagandy z okresu niemego kina, rzadziej dokumentu oraz horroru.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną