Recenzja filmu: "Odlot", reż. Pete Docter

Odlot
Lepiej być nie mogło.

Nic tak nie przygnębia jak kiepska kreskówka, na której nudzą się i dzieci, i ich rodzice. Po całej serii takich niefortunnych filmów wreszcie trafia się skarb. Komputerowa animacja „Odlot” Pete’a Doctera jest w stanie poruszyć nawet najbardziej zatwardziałego kinomana, co to widział już wszystko i nic mu się nie podoba.

Tylko z pozoru opowieść o emerytowanym sprzedawcy baloników, który wraz z niechcianym małoletnim pasażerem zamierza odnaleźć rajskie wodospady w dalekiej Ameryce Południowej, jest naiwną bajeczką.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną