Recenzja książki: Jacek Dukaj, "Wroniec"
Rozdziobią nas kruki, wrony
Stawić czoła Milipantom z MOMO, stalowym Sukom, potwarzyszom, Bubekom i życiu w Kolejce.

Czytaj także

Kiedy wprowadzono stan wojenny, Jacek Dukaj miał siedem lat. „Tamtej zimy zdarzyło się, że brzydcy panowie zastąpili w telewizji także niedzielną bajkę” – mówi narrator „Wrońca”, nowej powieści autora „Lodu”. Jednak jeśli ktoś liczył na to, że Dukaj porzuci fantastykę na rzecz prozy realistycznej, będzie rozczarowany. Nie rozczaruje się natomiast ten, kto liczył na dobrą literaturę. Adaś, główny bohater powieści, zaczyna chorować, gdy wybucha stan wojenny. Śni mu się tajemniczy Wroniec. Po przebudzeniu słyszy trzask szyby. Wroniec pojawia się w oknie, by porwać całą jego rodzinę. Chłopiec wspólnie z Janem Betonem („temi ręcami milion procent normy”) wyrusza, by ich odnaleźć i uwolnić. W drodze muszą stawić czoła Milipantom z MOMO, stalowym Sukom, potwarzyszom, Bubekom, Podwójnym Agentom i życiu w Kolejce.

W dotarciu do Wrońca (od WRON) pomagają im Pozycjoniści, wśród nich Najnajnajoporniejszy Elektryk. Świat powieści zanurzony jest w szarości, która – za pomocą Maszyny-Szarzyny – przenika też zwykłych Bywateli. „Wroniec” to książka niezwykła. Dukaj łączy w niej rozmaite style, język małego chłopca miesza z przejaskrawioną partyjną nowomową. Postaci przypominają bohaterów komiksów, poważny temat ujęty zaś został w ramy sennego koszmaru. Nad wszystkim unosi się duch Lewisa Carrolla i braci Grimm, choć nie brak też nawiązań do Cormaca McCarthy’ego, Edgara Allana Poe, Stefana Żeromskiego i Tadeusza Konwickiego. Całość wspaniale uzupełniają ilustracje Jakuba Jabłońskiego, przywodzące na myśl filmy animowane Tima Burtona. Po wybitnym „Lodzie”, dostajemy niesamowitego „Wrońca”. Wyobraźnia i talent Dukaja wydają się nieograniczone.

Jacek Dukaj, Wroniec, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, s. 248

 

Poleć stronę

Zamknij