Recenzja książki: Madeleine Albright, "Read My Pins: Stories from a Diplomat's Jewel Box"
Z politycznej broszki
Dziewczyński szyfr, czyli o komunikacji politycznej metodą... broszkową.

Napisanie o najnowszej książce Madeleine Albright, byłej amerykańskiej sekretarz stanu, że jest wymarzonym wręcz prezentem gwazdkowym dla każdej dziewczynki i młodej (choć nie tylko) kobiety, mogłoby być sporym nadużyciem. To jednak pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy po pobieżnym przekartkowaniu „Read my pins”.

Wspaniałe zdjęcia tytułowych broszek ze szczegółowymi opisami czy to kolekcji, z których pochodzą, czy to idei, jakie towarzyszyły ich projektantom to istna uczta dla oka. Do podobnego zresztą wniosku musiały dojść władze nowojorskiego Museum of Arts and Design, które biżuterię Madeleine Albright potraktowały jako świetny materiał na ekspozycję (wystawa czynna do 31 stycznia 2010 r.).

Broszki pani Albright (m.in. aniołki, amerykańskie flagi w różnym stopniu "zawiania", jadowite węże czy sentymentalne serudszka) to - jak czytamy we wstępie - "wymowne i często prowokacyjne środki wyrazu", stosowane przez nią w trakcie dyplomatycznych spotkań. A wszystko zaczęło się w 1994 roku, za czasów prezydentury Billa Clintona. Przed trudnym spotkaniem z irackimi oficjelami pierwszym pytaniem, na które musiała sobie odpowiedzieć było: hmmm, co by tu na siebie założyć? Strój jak strój, ale może by jakiś dodatek? I wtedy przypomniała jej się broszka, którą nabyła kilka lat wcześniej w jednym ze swoich ulubionych sklepów w Waszyngtonie: wąż owity wokół gałęzi, z diamentem w paszczy. Niewiele myśląc, przypięła go sobie do "klapy". Gdy już było po spotkaniu, jedna z telewizyjnych dziennikarek zaczęła dopytywać o jego znaczenie, podczas gdy kamera najeżdżała na wizerunek złowrogo spozierającego z dyplomatycznej piersi pani Albright gada. Ta tylko uśmiechnęła się i odpowiedziała enigmatycznie, że w ten sposób wysyła wiadomość.

Tak rozpoczęło się sekretne życie broszek z przesłaniem. Na każde spotkanie inna, z rozmysłem dobierana i eksponowana, za każdym razem będąca niewerbalnym dopowiedzeniem i - jakże kobiecym - komentarzem czy to do wydarzeń wagi państwowej, których była czynną uczestniczką, czy do stosunku do poszczególnych polityków, z którymi musiała się zmierzyć.

"Read my pins" (tytuł to parafraza powiedzonka "read my lips", które George W. Bush zwykł kierować do dziennikarzy) to niebanalna, niezwykle barwna, kobieca - by tak rzec - książka, napisana z humorem i dużym dystansem tak do siebie, jak i do polityki. Mnóstwo ciekawych historyjek, które w tej książce funkcjonują na równi z przepięknymi zdjęciami biżuterii, to wprost wymarzony materiał do publikacji przez nasze polskie wydawnictwo, Arkady, specjalizujące się w - z pieczołowitością opracowanych - albumach.

Czy tak się stanie - zobaczymy. Tymczasem zachęcam do czytania z broszek pani Albright w oryginale. 


Madeleine Albright, Read My Pins: Stories from a Diplomat's Jewel Box, wrzesień 2009, Wyd. Harper, s. 176

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj