szukaj
Recenzja książki: Dan Lungu, "Jestem komunistyczną babą"
Stare dobre czasy
Książka pokazuje, że są ludzie, którym przed 1989 r. żyło się lepiej.

Wraz z upadkiem komuny zamknięto fabrykę, w której Emilia Apostoe pracowała od lat. Dla niej rewolucja grudniowa z 1989 r. była tak naprawdę końcem prawdziwego życia. Teraz pozostały jej tylko wspomnienia zza żelaznej kurtyny.

„Jestem komunistyczną babą!” – wykrzykuje bohaterka książki Dana Lungu, kiedy córka Alice pragnie ją przekonać, by w nadchodzących wyborach głosowała na liberałów. Alice wyemigrowała do Kanady, gdy tylko otwarto granice. Jednak jej matce komunizm dał wszystko, o czym marzyła: mieszkanie, dobrą pracę. Pozwolił Emilii wyrwać się ze wsi, uwolnił ją od udeptywania kiziaku (opału wytwarzanego ze zwierzęcych odchodów).

To prawda, nie wszystko było idealne, czasem trzeba było dać łapówkę, ale Emilia nie musiała stać w kolejkach, miała też „wtyki” w odpowiednich miejscach. Nawet Securitate nie przypomina tu okrutnych służb bezpieczeństwa z powieści Herty Müller – wręcz przeciwnie: życzliwy pracownik rumuńskiej SB pomaga Emilii uzyskać talon na butlę gazową. Humorystyczna powieść Dana Lungu na swój sposób wpisuje się w nurt prozy nostalgicznej. Monolog wewnętrzny Emilii przenosi nas w jej dzieciństwo, odsłania życie młodej robotnicy i wpatrzonej w przeszłość starej kobiety.

Choć obśmiana została przyjaźń rumuńsko-sowiecka („My im dajemy pięć wagonów lichej pszenicy, a oni nam jeden wagon dobrej pszenicy do wysiewu”), to „Jestem komunistyczną babą” pokazuje, że są ludzie, którym przed 1989 r. żyło się lepiej. Kapitalizm – nie tylko w Rumunii, również w Polsce – nie okazał się czarodziejską różdżką, a politycy nie zmienili się w altruistów, którzy pragną powszechnego dobrobytu. Wolność wszak nie przywraca młodości.

Dan Lungu, Jestem komunistyczną babą, Wyd. Czarne, Październik 2009, s.184

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj