Recenzja książki: Andrzej Mleczko, "Wino, kobiety i śpiew"

Wino, kobiety i śmiech
Nikogo nie oszczędza, wszystkich smaga, to mocniej, to pieszczotliwie, biczem krytyki.

Jako rysownik satyryczny nie miał Andrzej Mleczko w „Polityce” łatwego życia. Nie dość, że czytelnik wymagający, to jeszcze trzeba się było mierzyć z innymi. Początkowo z legendą równie potężnego, acz dysponującego znacznie bardziej imponującą brodą, Szymona Kobylińskiego. Później z różnymi innymi artystami. I choć zdarzały się momenty słabości (któż ich nie ma?), radził i radzi sobie chyba godnie, skoro wytrwał u nas – w cotygodniowym rytmie nowej pracy – przez tyle lat.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną