Kawiarnia literacka

Kulusuk
Był koniec września. Na lotnisku w Keflaviku wsiedliśmy do małego samolotu grenlandzkich linii lotniczych. My i kilku Eskimosów oraz piloci i stewardesa. I na pokładzie zaczęło się robić bardzo wesoło.

Eskimosi otwierali następną flaszkę, a stewardesa Nunu prezentowała instrukcje obsługi kamizelki z gwizdkiem. Tak ponoć trzeba, na wypadek gdyby samolot wpadł do oceanu. Nunu przedstawiała ten skecz po duńsku i po eskimosku. Nikt oprócz lokalnych nie rozumiał tych języków. Za to pięknie gwizdała w ten gwizdek i włoski kolega kazał jej kilka razy zagwizdać. Nunu tego samego wieczora padła jego łupem. To wspaniałe uczucie lecieć sobie nad górami lodu, które topnieją, pozostawiając po sobie błękitne kręgi w stalowej powłoce oceanu, to niesamowite patrzeć na czubki granitowe przykryte śniegiem we wrześniu i próbować pojąć, co tu się stało z nazwami, i myśleć o Grenlandii jako o zielonym lądzie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną