Recenzja książki: Elfriede Jelinek, "Dzieci umarłych"

Trupy pod dywanem
Jelinek kąsa z najwyższą siłą. Furia zalewa strony jak lawina.

Znamy już niemal całą twórczość Elfriede Jelinek, powieści świetne, takie jak „Pianistka” czy „Amatorki”, i okropne, brzmiące jak parodia, takie jak „Pożądanie”. „Dzieci umarłych” należą do tej lepszej i ważniejszej części jej twórczości. Napisana w 1995 r. powieść składa się z obrazów zrodzonych z furii i wściekłości wobec Austrii, w której przeszłość kładzie się cieniem na teraźniejszość.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną