Recenzja książki: Milan Kundera, "Spotkanie"
Lektury Kundery
Pierwsza książka Kundery od głośnej afery, jaką spowodowały doniesienia o niechlubnym epizodzie w jego przeszłości

Każde spotkanie z Milanem Kunderą jest dla czytelnika prawdziwą przyjemnością. Wprawdzie nie doczekamy się już raczej powieści rangi „Nieznośnej lekkości bytu” czy zwłaszcza „Żartu”, ale przecież pisarz, który więcej czyta, niż pisze, nie przestaje być pisarzem. Zwłaszcza gdy o lekturach i autorach potrafi zajmująco opowiadać. Kundera już na pierwszej stronie wyjaśnia, iż nowy zbiór esejów to „...spotkanie moich refleksji i moich wspomnień, moich starych tematów (egzystencjalnych i estetycznych) i moich starych miłości (Rabelais, Janáček, Fellini, Malaparte...)”.

Dodajmy, że miłości jest znacznie więcej, gdyż pojawi się również Dostojewski, Celine, Márquez, a także malarz Francis Bacon, zaś z kompozytorów obok wymienionego Janáčka jeszcze Arnold Schönberg. O jego oratorium „Ocalały z Warszawy” pisze Kundera, iż to największy pomnik, jaki muzyka poświęciła Holocaustowi. „Walczymy, by nie zapomniano o mordercach – konstatuje. – A o Schönbergu zapomnieliśmy”. To próbka efektownej pointy, z których słynie Kundera, który jako eseista imponuje nie tylko rozległością zainteresowań i erudycją, ale także zwięzłością. I jeszcze czymś, co nazwałbym niezwykłą umiejętnością trafiania w sedno.

Wiele z wymienionych w „Spotkaniu” dzieł jest czytelnikowi znana, ale mamy okazję zobaczyć je w szerszych kontekstach kulturowych i obyczajowych. Przykładowo Kundera analizuje pisarstwo Philipa Rotha, „wielkiego historyka amerykańskiego erotyzmu”, ale zaczyna od „Anny Kareniny”, by przypomnieć: „W dawnych powieściach miłość zajmowała rozległą przestrzeń rozciągającą się od pierwszego spotkania do progu kopulacji; próg ten stanowił granicę nie do przekroczenia”. Dzisiaj: „Wszystko jest dozwolone, a jedynym wrogiem pozostaje nasze ciało, obnażone, odczarowane, zdemaskowane”. Albo spostrzeżenie w eseju o Márquezie: „Kiedy czytałem na nowo »Sto lat samotności«, nawiedziła mnie dziwna myśl: bohaterowie wielkich powieści są bezdzietni”. Donkiszot, Werter, bohaterowie Stendhala, Balzaka, Dostojewskiego... (Od razu pomyślałem o naszych bohaterach: Konrad, Kordian i Stanisław Wokulski, ale też Maciek Chełmicki...).

„Spotkanie” to pierwsza książka Kundery ukazująca się po głośnej aferze, jaką spowodowały doniesienia o niechlubnym epizodzie w jego przeszłości, kiedy to miał przyczynić się do aresztowania niewinnego człowieka. Może odpowiedzią, ale nie wprost, jest szkic, w którym pisarz stwierdza, iż nastała „era prokuratorów”, czego dowodem są ukazujące się ostatnio monografie, których autorzy nie ustają w wysiłkach, by skompromitować poważanych niegdyś twórców. Np. w rozprawie o Brechcie znalazła się poparta naukowym dociekaniem informacja o tym, iż miał on nieświeży oddech. „Co, Bertolcie, po tobie zostanie?” – pyta retorycznie Kundera, doskonale już wiedząc, jak bardzo bezbronny jest artysta wobec przyszłych badaczy podejrzanych zapachów.

Milan Kundera, Spotkanie, przeł. Marek Bieńczyk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2009, s. 166

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj