Recenzja filmu: "Powiedz prawdę, przecież cię nie biję", reż. Witold Świętnicki
Powiedz prawdę, przecież cię nie biję
Gdy matka wciąż mówi, a syn uparcie milczy

Słowa i gesty filmowych bohaterów interpretować można na wszelkie sposoby – cokolwiek się o nich powie, prawdopodobnie będzie trafne. I te emocje właśnie, pchane raz po raz rozsądkiem, a czasami niedojrzałym sercem, trwają w pamięci widza.

„Powiedz prawdę, przecież cię nie biję” to najnowszy film Witolda Świętnickiego, twórcy pamiętnych „Golasów”. Reżyser sięgnął po historię znalezioną w Internecie. Anonimowy bloger skrupulatnie spisywał to, co słyszy od najbliższej rodziny. Tak powstał zapis monologu, którego, chcąc nie chcąc, niesforny syn był biernym uczestnikiem. Uwiecznienie na filmowej taśmie tych, często gorzkich, słów dało iście piorunujący efekt. Po pierwsze okazało się, że film nie wymaga dialogu postaci. Po drugie polskie kino, to psychologiczne i zupełnie poważne, wcale nie musi być przygnębiające.

To zaskakuje, bo przecież „Powiedz prawdę…” koreluje wyraźnie, tak formą jak i tematyką, z ekshibicjonistycznym dokumentem „Takiego pięknego syna urodziłam” Marcina Koszałki. Jednak Świętnicki dokonał rzeczy odwrotnej. Odarłszy swoich bohaterów z dosłowności, zmusił widzów do nabrania dystansu i nie stłamszonej brutalnością refleksji.

Siłą obrazu jest jego minimalizm: prosta fabuła, mało oryginalne acz charakterne postaci, nijakie przestrzenie wielkopłytowego osiedla i klaustrofobiczne wnętrze mieszkania bohaterów. Dobra gra aktorska (przede wszystkim Anita Poddębniak w roli szalenie irytującej Matki) i nieustające milczenie Syna wystarczyły, by opowiedzieć dosadnie, chociaż nie wprost i bez wymuszonej dramaturgii, historię samotnika w domu pełnym ludzi.

„Powiedz prawdę…” powstawało zupełnie nieszablonowo, bo jako praca warsztatowa członków FOSY, studenckiej organizacji istniejącej przeszło 3 dekady na wrocławskiej Politechnice. Świętnicki, dawny „Fosowicz”, kierował grupą amatorów, którym tylko z lekka  pomagali zawodowcy. Efekt współpracy jest jednak zupełnie profesjonalny.

Sam reżyser walczył o zrealizowanie scenariusza kilka lat. Odmawiano mu sfinansowania projektu, uznając za niewystarczająco atrakcyjny. Niefortunnym decydentom pozostaje życzyć intuicji.

 

 

 

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj