Fragment książki "Diabły z Loudun"
Bogiem a prawdą, proboszcz był trochę zawiedziony. Ech, co go podkusiło, dlaczego nie poprzestał na wdowie?

Siedzieli w tym samym pokoju, lecz nie w tym samym wszechświecie. Philippe, już nie dziecko, lecz jeszcze nie kobieta, przebywała w różowym przedsionku fantazji, usytuowanym gdzieś pomiędzy niewinnością a doświadczeniem. Nie w Loudun było jej miejsce, na pewno nie wśród wszystkich tych megier, nudziarzy i gburów, tylko u boku jakiegoś bożka w prywatnym Elizjum; jej, przeobrażonej blaskiem wschodzącej miłości oraz imaginacyjnego seksu. Te jego ciemne oczy, te wąsiki, te białe, wypielęgnowane dłonie – wszystko to prześladowało ją niczym wyrzuty sumienia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną