Recenzja książki: Łukasz Orbitowski, "Nadchodzi"

Spacer z widmami
Sztafaż rodem z konwencji grozy? Jest całkiem profesjonalny.

Łukasz Orbitowski lekko i naturalnie przekracza granice gatunków. Dlatego nieco się krzywi, kiedy go spytać, czy jest pisarzem z kręgu fantastyki. Nie ma wątpliwości, że uważniej czytał Allana Edgara Poe niż Tolkiena czy Chandlera. Jedno jest pewne: wszystkie historie zamknięte w tomie „Nadchodzi” można nazwać opowiadaniami grozy, choć czasem to bardziej opery, fantazje historyczne, innym razem dramaty psychologiczne. Łączy je coś jeszcze: przejrzystość, oszczędność środków.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną