Kawiarnia literacka
Pytania starych wariatek
Dzisiaj o Janinie Duszejko i Elizabeth Costello. Pierwsza z pań jest bohaterką książki Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, druga – książki Johna Maxwella Coetzee „Elizabeth Costello”.

Janina jest Polką, Elizabeth Australijką. Pierwsza jest emerytowaną nauczycielką, byłą inżynierką dróg i mostów, mieszkającą na wsi w Kotlinie Kłodzkiej. Druga pochodzi z Melbourne, jest pisarką i intelektualistką o światowej renomie. Podróżuje po wszystkich kontynentach, zapraszana przez uznane uniwersytety na naukowe konferencje.

To, co sprawia, że zestawimy te dwie postaci, to ich stosunek do zwierząt. Obie panie łączy przede wszystkim pogłębiona refleksja nad odnoszeniem się ludzi do zwierząt. Bohaterki obu powieści zadają sobie, a także nam, czytelnikom, pytanie o miejsce zwierząt w naszej, ludzkiej świadomości. Ta, można by powiedzieć, filozoficzna perspektywa determinuje ich pomysł na życie. Janina prowadzi krucjatę przeciw myśliwym. Elizabeth przedstawia swoje stanowisko na konferencjach i uczestniczy w dyskusjach o miejscu zwierząt w ludzkiej świadomości. Obie są wegetariankami.

To jednak niejedyne podobieństwa. Obie są starzejącymi się kobietami, które życie mają już poza sobą. Stały się, jak to mówi w wywiadach Olga Tokarczuk, „kobietami przezroczystymi”. Mężczyźni patrzą już przez nie jak przez powietrze. Ale nie tylko ich cielesność jest niezauważana i pomijana. Ich poglądy, postawa, pasje są traktowane, i nie tylko przez mężczyzn, jako szaleństwo lub nawiedzenie. Janina Duszejko często słyszy za plecami: „stara wariatka”. Elizabeth Costello nie spotyka takie doświadczenie. W końcu obraca się wśród poprawnych politycznie uniwersyteckich intelektualistów. Ale właśnie w tym środowisku czuje się ze swoimi poglądami szczególnie nie na miejscu, naiwnie i sentymentalnie.

To bardzo znamienne, że tak różni autorzy stworzyli tak podobne bohaterki. Jakby tylko takie postaci mogły posiadać głęboką wrażliwość w stosunku do zwierząt. To może wskazywać na istnienie stereotypu – jedynie starzejące się kobiety, czyli, jak to słyszy często Duszejko, stare wariatki, mogą widzieć problem w podejściu do zwierząt. Czy tym problemem mogą zajmować się tylko stare wariatki? Czy też to zajmowanie się nim czyni z nich stare wariatki w oczach innych? Trudno odpowiedzieć, ale równie trudne jest wyobrażenie sobie pracującego, poważnego mężczyzny w sile wieku, zadającego sobie pytanie, czym jest i skąd się wziął leżący przed nim na talerzu kotlet.

Przywołajmy fragment książki Tokarczuk i słowa strażnika miejskiego komentującego działanie Janiny Duszejko: „W ogóle to mnie zastanawia, dlaczego starsze kobiety... kobiety w pani wieku tak się zajmują zwierzętami. Czy nie ma już jakichś ludzi, którymi mogłyby się zaopiekować. I czy dlatego, że ich dzieci wyrosły i one nie mają nikogo, kim mogłyby się zająć. A instynkt je do tego popycha, bo kobiety mają instynkt opieki”.

Według słów strażnika refleksja nad stosunkiem ludzi do zwierząt może wynikać jedynie z instynktu opiekuńczego starej kobiety. Zapewne powodują to kobiece hormony, nad których działaniem na starość traci się kontrolę. Poważni ludzie, myślący racjonalnie, nie zajmują się tą kwestią.

A przecież na co dzień z kwestią odnoszenia się do zwierząt stykamy się kilka razy dziennie i to nie tylko wtedy, kiedy wyprowadzamy swojego labradorka na siusiu czy też wtedy, gdy w ogólnopolskich, wiadomościach słyszymy o biednych krowach i cielętach porzuconych na śniegu i mrozie, ale również kiedy zasiadamy do posiłku.

Oddajmy głos Elizabeth Costello: „Zatem zwierzęta nie mają świadomości. Więc co? Więc możemy bez skrępowania wykorzystywać je do własnych celów? Możemy je swobodnie zabijać? Dlaczego? Co jest takiego szczególnego w tej formie znanej nam świadomości, że zabicie tego, który tę świadomość posiada, uważamy za zbrodnię, a zabijanie zwierząt jest bezkarne?”.

Im dalej, tym pytań coraz więcej. Czym różnimy się od zwierząt w sensie biologicznym czy ściślej neurologicznym? Jak wiele mamy wspólnego? Jak podobne są nasze mózgi i nasze genomy? Czy nasza ludzka nieświadomość, czy może popędowość, nie przypomina tej zwierzęcej? Więc w końcu gdzie i na jakim poziomie przebiega ta granica, która sprawia, że możemy czuć się wobec zwierząt władcami i zdobywcami? No i jeszcze pytanie, czy zwierzęta mają nieśmiertelną duszę, czy też nie i co z tego wynika?

Ale najciekawsze pytanie, to dlaczego unikamy tych wszystkich pytań, mimo że stawianie ich powinno samo się narzucać kilka razy dziennie. Przy stole. I o to też pytają wariatka Duszejko z wariatką Costello.

Te wszystkie pytania prowadzą do odpowiedzi, które po prostu mogą odbierać apetyt. Zwłaszcza pytania najbardziej podstawowe: skąd i w jaki sposób? Mogą odbierać apetyt, ale też odbierać nam złudzenia, które są być może ważniejsze dla nas niż apetyt. Staramy się za wszelką cenę utrzymać przekonanie, że jako gatunek, i jako indywidua, jesteśmy prawdziwymi altruistami, że kierujemy się miłością i dobrem innych, jesteśmy wrażliwi i empatyczni. Z pewnością tacy też bywamy, ale nie wtedy, gdy ze smakiem spożywamy kotlet.

Elizabeth Costello w rozmowie z synem: „– Jedzenie mięsa wyraża pewną głęboką prawdę o istotach ludzkich, podobnie jak o jaguarach. Nie możesz przestawić jaguara na odżywianie się soją.

– Boby zdechł. Ale ludzie od wegetariańskiej diety nie umierają.

– To prawda, ale oni nie chcą wegetariańskiej diety. Lubią mięso. Jedząc je doznają atawistycznej satysfakcji”.

Owa atawistyczna przyjemność pokazuje naszą głęboką więź z naszą zwierzęcą brutalną częścią, a nawet jej dominację nad nami. I o tym przypominają nam Costello i Duszejko. A to już wystarczy, żeby uczynić z nich wariatki. Ale prawdziwymi wariatkami stają się wtedy, gdy mają nadzieję, że można nad naszym zwierzęctwem zapanować.

 

Dawid Bieńkowski (ur. w 1963 r.) pracuje jako psychoterapeuta. Za debiutancką powieść „Jest” (2001 r.) otrzymał Nagrodę Kościelskich. Jest też autorem powieści „Nic”(2005 r.) i „Biało-czerwony” (2007 r.).

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj