Recenzja książki: Camilla Läckberg, "Kaznodzieja"
Kryminalna kanikuła
Skomplikowane relacje rodzinne. W konwencji kryminału.

Zasoby szwedzkiej prozy kryminalnej zdają się nieprzebrane: Henning Mankell i Stieg Larsson, do tego jeszcze młode wilki szwedzkiego kryminału, czyli Jens Lapidus czy Johan Theorin. I jest jeszcze Camilla Läckberg, od jakiegoś czasu nazywana królową skandynawskiego kryminału.

„Kaznodzieja” jest drugą częścią sagi powieściowej Läckberg. Autorka, podobnie jak wielu innych pisarzy skandynawskich, postawiła na opis uroków i mroków życia na prowincji, umieszczając akcję powieści w niewielkiej miejscowości Fjällbace, modnym miejscu letnich wywczasów Szwedów. Jest nadzwyczaj upalne lato roku 2003. Znalezione zostaje zmasakrowane ciało młodej dziewczyny.

Na miejscu zbrodni policjanci odkrywają też szczątki dwóch innych kobiet, które – jak się okazuje – zaginęły ponad dwadzieścia lat wcześniej. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że te trzy kobiety zostały zamordowane przez tego samego psychopatę. Czyżby zabójca powrócił po latach? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć prowadzący śledztwo Patrik.

W „Kaznodziei” odnajdziemy bohaterów znanych już z otwierającej serię „Księżniczki z lodu”. Zresztą Läckberg wyspecjalizowała się w kreowaniu wyrazistych postaci, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowych. Nie dziwi to, bo – jako się rzekło – w powieściach szwedzkiej pisarki równie istotna jak intryga kryminalna jest warstwa obyczajowa.

Läckberg ze szczególnym upodobaniem opisuje skomplikowane relacje rodzinne, stara się przybliżać motywacje bohaterów, którzy zdają się dokonywać zupełnie nieracjonalnych wyborów życiowych, wpędzając w kłopoty siebie i bliskich.

Camilla Läckberg, Kaznodzieja, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010, s. 438

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj