Recenzja książki: Michał Śledziński, "Osiedle Swoboda"

Instytut pamięci osiedlowej
W komiksach Śledzińskiego widzę więcej pamięci niż w książkach IPN.

Pod koniec lat 90., w środku rządów AWS i w rozkwicie polskiego dresiarstwa, powstało „Osiedle Swoboda”. Komiksowa historia o paru kumplach z bloków, którzy niespecjalnie się uczą i niekoniecznie pracują. Częściej palą trawkę i ganiają się z dresami – swoim wrogiem klasowym. Choć opowiadając o tym językiem niewulgarnym, gubię pewnie większość kolorytu. Bydgoski magazyn „Produkt”, który historię autorstwa Michała Śledzińskiego pokazał po raz pierwszy, nie bał się mocnego i wymyślnego języka ulicy (na tych samych łamach debiutował zresztą drugi ważny polski cykl komiksowy – „Wilq”).

Gdy patrzę na to zjawisko znad nowego tomu, który pomieścił komplet starych odcinków „Osiedla...”, mam wrażenie, że Śledziński opowiedział o tym samym świecie, do którego potem zaglądała „Wojna polsko-ruska”, tylko z perspektywy innego typu osiedlowego bohatera – jego Smutny to wręcz przeciwieństwo Silnego. Fascynuje tu drugi plan. Babcie w moherze i rodzice w zdezelowanych maluchach słuchający Ryszarda Rynkowskiego, migające nam przed oczami skojarzenia kulturowe: nazwy kapel muzycznych, tytuły gier, filmów.

Mówi się, że ulubione używki bohaterów „Osiedla...” powodują problemy z pamięcią, tymczasem ja w komiksach Śledzińskiego widzę więcej pamięci niż w książkach IPN.

Osiedle Swoboda, scenariusz i rysunki Michał Śledziński, Kultura Gniewu, Warszawa 2010, s. 302

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj