Recenzja książki: Nili Amit, "A miałam być księżniczką z bajki..."
Błogosławieństwo życia
Intymny dziennik dorastania w traumie imigracji

Ten młodzieniec aniołem już jest; Boże, gdybyś tylko pobłogosławił go życiem – wiersz z tą puentą, przerobiony na pieśń, śpiewa się ku pamięci poległych izraelskich żołnierzy. Jej bohaterem jest zabity w wojnie sześciodniowej żołnierz, którego znała autorka Nili Amit, dziś wykładająca polskim studentom współczesną kulturę i tożsamość żydowską i współpracująca z Muzeum Historii Żydów Polskich powstającym w Warszawie. Ale jej książka „A miałam być księżniczką z bajki...” nie jest pochwałą wojen, lecz – przepraszam za patos – pochwałą życia. A jej życie, tak jak je opisała, z korzeniami w Polsce i kontynuacją w Izraelu, dokąd jako dziewczynka przybyła z rodzicami w 1957 r., do nudnych nie należy.

To intymny dziennik dorastania w traumie imigracji, a potem szukania miejsca dla siebie w trudnym dla takich „księżniczek” społeczeństwie izraelskim. Historii i polityki tu bardzo niewiele, za to mnóstwo dobrze cieniowanych emocji, humoru, smutku, nostalgii, ironii i autoironii. A gdzie w tym Izrael? Obecny! I ten przaśny w obozach przejściowych dla imigrantów, i ten w socjalistycznym kibucu na niebezpiecznym pograniczu, i ten w bazie wojskowej, gdzie jedna żołnierka przypada na stu żołnierzy ze wszystkimi tej proporcji konsekwencjami. Do tego dochodzi telawiwska bohema i miniporadnik, już uniwersalny, jak znaleźć swego księcia z bajki i jak wytrzymać z nim może nawet do końca życia. Czyta się doskonale.

Nili Amit, A miałam być księżniczką z bajki..., przeł. Katka Mazurczak, Wydawnictwo Austeria, Kraków 2010, s. 226

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj