Recenzja książki: Filip Onichimowski, "Człowiek z Palermo"
Capo di tutti z Olsztyna
Książka dobrze skrojona, trzymająca w napięciu i zwyczajnie lekturowo smakowita.
materiały prasowe

Onichimowski zadebiutował w 2005 r. nieźle przyjętym tomem opowiadań „Zalani”, który krytycy literaccy skrzętnie przypisali do modnego wtedy nurtu tzw. prozy zaangażowanej, prezentującej – rzecz ujmuję w skrócie – rozliczne nędze życia w Polsce (szczególnie prowincjonalnej). A potem zamilkł na lat kilka. W „Człowieku z Palermo” pożenił tematykę eksplorowaną już w poprzedniej książce z konwencją powieści gangsterskiej.

Akcja powieści rozgrywa się współcześnie przede wszystkim w Olsztynie. Główny bohater, Paweł, wraca do rodzinnego miasta z Sycylii, gdzie pracował na budowach i gdzie zetknął się z mafią. Splot przypadków sprawia, że zostaje wzięty za człowieka mafii. Początkowo podejmuje grę w mafiosa tylko po to, aby zapewnić sobie nietykalność w nie najlepszej dzielnicy i odzyskać zrabowane mu w ulicznym napadzie pieniądze. Coraz bardziej jednak wchodzi w rolę, przemianowuje się na Don Paola i postanawia zaprowadzić w mieście własne porządki, wzorowane na sycylijskich.

Intencje ma zacne, chce chronić zwykłych ludzi przed skorumpowanymi urzędnikami, nieuczciwymi lekarzami. Co łatwe do przewidzenia, nie wszystkim się to spodoba, a Paweł, chcąc ratować życie swoje i bliskich, będzie musiał stworzyć już na poważnie – jak to się zwykło ujmować w raportach policyjnych – „organizację przestępczą o charakterze zbrojnym”.

I nawet mniejsza o to, czy historia, z którą przychodzi do czytelnika Onichimowski, jest prawdopodobna czy nie. Dlaczego? Bo jest dobrze skrojona, trzymająca w napięciu i zwyczajnie lekturowo smakowita.

Filip Onichimowski, Człowiek z Palermo, Wydawnictwo JanKa, Pruszków 2010, s. 255

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj