Recenzja książki: Georgeanne Brennan, "Świnia w Prowansji"

Lukretia, ale wcale nie Borgia
Warto (a w przypadku smakoszy - trzeba) tę książkę mieć na półce.
materiały prasowe

Po powrocie do domu z długiego weekendu zastałem w skrzynce pocztowej małą książeczkę z różową świnką na okładce. Autorką „Świni w Prowansji” jest Georgenne Brennan, o której sądziłem początkowo, że to Francuzka. Sięgnąwszy po dziełko stwierdziłem ze zdumieniem, że to Amerykanka z Kalifornii, ale porażona śmiertelnym zauroczeniem przez jeden z najsmakowitszych regionów południa Francji.

Prowadzi ona aż dwie szkoły gotowania: jedną w rodzinnej Kalifornii, a drugą w Prowansji.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną