Recenzja książki: Ryszard Ćwirlej, "Ręczna robota"
Kolejarz bez ręki
Czy ktoś jeszcze pamięta o powieściach milicyjnych, z których lata temu naigrawał się Stanisław Barańczak?

Czy ktoś teraz po nie sięga? Wbrew pozorom tak, o czym świadczy chociażby prężna działalność popularyzatorska Klubu Miłośników Polskiej Powieści Milicyjnej „MOrd”. Tę modę próbują wykorzystać również współcześni twórcy kryminałów, a jednym z nich jest Ryszard Ćwirlej.

Oczywiście autor „Ręcznej roboty”, trzeciej już części cyklu kryminałów, których akcja osadzona jest w latach 80. ubiegłego wieku w Poznaniu, powieści milicyjnych nie pisze, a jedynie odwołuje się do ich wzorca. W książkach Ćwirleja równie ważny, jak śledztwa prowadzone przez dzielnych milicjantów z Komendy Wojewódzkiej, jest kreślony z pietyzmem obraz rzeczywistości PRL.

Autor przybliża absurdy wpisane w codzienne życie, kataloguje niezapomniane wytwory ówczesnej gospodarki, takie jak wyroby czekoladopodobne. A wszystko to z dystansem, ironią i humorem. Nie inaczej jest w nowej powieści Ćwirleja. Tym razem w ubikacji pociągu relacji Berlin–Poznań znalezione zostają zwłoki kolejarza pozbawione ręki. Niezbyt lotny, nadmiernie alkoholizujący się chorąży Olkiewicz przez przypadek szybko trafia na trop zabójcy i zamyka podejrzanych. Problem jednak w tym, że zaczynają ginąć kolejne osoby uwikłane w zabójstwo.

Powieść połyka się w jeden wieczór, bo Ćwirlej jest nie lada opowiadaczem.

Ryszard Ćwirlej, Ręczna robota, W. A. B., Warszawa 2010, s. 397

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj