Recenzja książki: Rutu Modan, "Rany wylotowe"
Tel Awiw w 3D
Dzięki skrótowi dobrze zlepionych ze sobą słów i obrazów, daje nam wrażenie, jakbyśmy przeczytali z pięćset stron.

Niemal ten sam współczesny, zgrafizowany Izrael, który znamy ze świetnej animacji „Walc z Baszirem”, znajdziemy w nagradzanym komiksie 44-letniej autorki z Tel Awiwu. To świat, w którym zamach bombowy jest czymś tak powszednim jak u nas atak serca – i też zmienia ludzkie losy.

Mamy tu ciekawego bohatera, młodego taksówkarza, dla którego poszukiwanie zaginionego (być może zabitego w kolejnym zamachu) ojca staje się – jak to bywa z takimi rodzinnymi odysejami – wędrówką w głąb siebie. Rutu Modan opowiada jego historię w sposób oszczędny i zdystansowany, z lekką nutą czarnego humoru, ale zarazem w pełnych barwach, bo to umiejętne operowanie kolorem, z wyciszaniem barw w drugim planie, daje „Ranom wylotowym” prostą receptę na trójwymiarowość.

Poza tym jej książka ma w sobie kondensację charakterystyczną dla dobrych powieści graficznych – lektura na półtorej godziny, dzięki skrótowi dobrze zlepionych ze sobą słów i obrazów, daje nam wrażenie, jakbyśmy przeczytali z pięćset stron.

Rutu Modan, Rany wylotowe, przeł. Agnieszka Murawska, Kultura Gniewu, Warszawa 2010, s. 172

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj