Kawiarnia literacka

Góralu, czy ci nie żal?
Impreza polonijna nie może się obyć bez górali. Parzenice, kapelutki, ciupagi to część „naszego dziedzictwa narodowego” (w cudzysłowie będę pisała zbitki językowe, których używamy, ale których nikt nie rozumie).

Inną częścią „spuścizny narodowej” są maki, kaczeńce i Chopin, którego nazwisko jest pułapką dla rodziców usiłujących wytłumaczyć latoroślom wychowywanym „na obczyźnie”, że kompozytor „wielkim Polakiem był”, tworzył „poza krajem”, za którym tęsknił (wierzby płaczące) i dał temu wyraz (mazurki). A wymawia się go Szopę. Lub Szopen. Trudno powiedzieć.

Siedząc vis-á-vis górali – oni na scenie, ja na widowni „wśród rodaków” – zastanawiałam się, co myśli góral, grający z pewnym znużeniem, które może być odbierane jako nuta nostalgii („brak ojczyzny” + „obczyzna” = „nieodłączna tęsknota”).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną