szukaj
Recenzja książki: Haruki Murakami, "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu"
Biegam, więc jestem
Wydawało się, że autor tak odlotowych fabuł musi być postacią ciekawą. Wydawało się.

Niektórzy zyskują przy bliższym poznaniu, inni tracą. Krążyły plotki o niespecjalnie ciekawym życiu Haruki Murakamiego, ale wydawało się, że autor tak odlotowych fabuł, tłumacz literatury amerykańskiej i zapalony meloman musi być postacią ciekawą. Nowa książka „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” raczej rozwiewa nimb tajemniczości wokół małomównego pisarza.

Nie jest to pełnowymiarowa autobiografia, ale zapiski o jego najważniejszym doświadczeniu życiowym, czyli bieganiu. Kiedy inni pisarze czerpią inspiracje z literatury i najlepiej się czują wśród książek – Murakami oddycha swobodniej, gdy mija kolejny zakręt w czasie maratonu. Widzi podobieństwa obu czynności: polegają na skupieniu i koncentracji. Literatura, niestety, okazuje się też rodzajem sportu, w którym chodzi o to, by jak najdłużej utrzymać się w formie. Mam nadzieję, że nie grozi mi wypalenie – opowiada zadowolony pisarz. Ma prawie sześćdziesiąt lat, na zdjęciach w książce wygląda na trzydziestolatka. Dowiadujemy się, że po studiach prowadził klub jazzowy, a około trzydziestki napisał pierwszą powieść i zaczął biegać, by przygotować się do kolejnych maratonów. W wieku, gdy F. Scott Fitzgerald zaczął się staczać, on przeszedł na zdrowy tryb życia – zauważa chełpliwie. Już nie ma problemów z tyciem, je ryby i warzywa, biega trzy razy dziennie, czuje się świetnie.

Paradoksalnie w tej książce najbardziej brakuje właśnie życia – niepokojów, innych ludzi, książek. Jest tylko on sam i jego masa mięśniowa. Gdyby Murakami był bohaterem literackim, powiedzielibyśmy, że dał się uwieść iluzji wiecznej młodości. Na szczęście bohaterowie jego książek mają ciekawsze życie, cierpią na depresję, a nie na ból mięśni, za kimś tęsknią i nie wygłaszają teorii, jakoby zdrowe ciało było zawsze lekarstwem na chorą duszę. Czytając tę książkę możemy mieć wątpliwości, czy Murakami w ogóle coś pojął z lektury Amerykanina Raymonda Carvera, którego uwielbia i od którego zaczerpnął tytuł. Cóż, Murakami traci, bo trudno o coś bardziej nudnego niż zwierzenia fanatyka zdrowego życia.

Haruki Murakami, O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu, przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2010, s. 192

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj