szukaj
Recenzja książki: Vladimir Nabokov, "Oryginał Laury"
Erotyczny taniec śmierci
Czytając te notatki uczestniczymy w jakimś erotycznym tańcu śmierci.

Widok „Oryginału Laury” przywodzi na myśl najbardziej opasłe dzieła Vladimira Nabokova, ale to tylko złudzenie. Tak naprawdę dostajemy do rąk zbiór notatek i fiszek, na których Nabokov pisał to ostatnie dzieło pomiędzy kolejnymi nawrotami choroby w 1975 r. Na każdej stronie widnieje tekst i zdjęcie fiszki – to bardzo dobry pomysł edytorski, bo widzimy, jak książka powstawała. Właściwie mogliśmy jej nigdy nie zobaczyć, bo jak wiadomo, Nabokov nakazał spalić rękopis. Syn zaś przez trzydzieści lat zastanawiał się, czy spełnić jego wolę, w końcu zdecydował się ten szkic opublikować. I dobrze się stało, bo choć trudno się zorientować, jak wyglądałaby całość, to te fragmenty, czasem pojedyncze zdania, przykuwają uwagę.

Pojawia się młodziutka dziewczyna, Flora, typowa Nabokovowska bohaterka, wcielenie erotyzmu, a jej życie staje się kanwą powieści, którą pisze Philip Wild, o wiele straszy od niej mąż. Nabokov notuje: „Ja owej książki to neurotyczny i niezdecydowany mężczyzna, który niszczy swoją kochankę w ten sposób, że ją portretuje”. Niewiele wiemy o tej powieści umieszczonej wewnątrz powieści oprócz tego, że „wspaniały układ kostny” Flory natychmiast wślizgnął się do niej i stał się jej tajemną strukturą.

Erotyczna wyobraźnia i cielesność związane z Florą (w powieści Wilda nazwanej Laurą) kontrastują w tych szkicach ze starością, rozpadem i gniciem ciała – Nabokov sam był wtedy pomiędzy szpitalami. Powraca też idea ekstatycznej śmierci, samobójstwo, o którym rozmyśla Wilde, „proces umierania (...) ofiarowuje największą znaną człowiekowi ekstazę”. W powieści Wilda scena śmierci była najbardziej szalona – tyle tylko o niej wiemy. Ostatnie fiszki przynoszą luźne zwroty i słowa „wymazywać siebie myślą”, „rozkoszny rozkład”, „wygumkowywać”, „unicestwiać”.

Czytając te notatki uczestniczymy więc w jakimś erotycznym tańcu śmierci, w podróży do unicestwienia. Dobrze też, że oprócz nieznośnie patetycznego wstępu syna Dymitra mamy tu też bardzo kompetentne posłowie tłumacza Leszka Engelkinga, które pozwala nam wniknąć w tę powieść, której nie ma.

Vladimir Nabokov, Oryginał Laury, przeł. Leszek Engelking, Muza, Warszawa 2010, s. 290

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj