W islandzkim bagnie
Polityka

Arnaldur Indridason, W bagnie, przeł. Jacek Godek, s. 304

 

Autor powieści „W bagnie” nazywany był „islandzkim Mankellem”, ale dzisiaj takie porównania nie są potrzebne. Nazwisko Arnaldur Indridason to już jest marka. Dość powiedzieć, że prawo do przekładu jego książek nabyli wydawcy z ponad 50 krajów, a kolejni ustawiają się w kolejce.

W kryminałach dobiegającego dzisiaj pięćdziesiątki byłego dziennikarza i krytyka filmowego znajdujemy nie tylko wciągającą intrygę, ale też ciekawie zarysowane tło społeczne i obyczajowe. Islandia, wbrew potocznym wyobrażeniom wyrobionym na podstawie kilku filmów czy krótkotrwałej wycieczki, nie jest krainą szczęśliwości. Może jedynie grzechy dają się tutaj łatwiej ukryć, choć nigdy ostatecznie. Tropieniem popełnionych kiedyś – i, wydawać by się mogło, zapomnianych – zbrodni zajmuje się komisarz Erlendur Sveinsson, sam nieźle doświadczony przez los. Niemal wszyscy książkowi detektywi prowadzą życie niechlujne, ale Sveinsson pod wieloma względami bije rekordy. Gdybyśmy zajrzeli do jego domowej lodówki, znaleźlibyśmy oprócz paru innych świństw barani łeb, który nasz bohater spożywa na zimno.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną