"Wall Street: Pieniądz nie śpi": moralitet o kasie
Ci paskudni kapitaliści
Gordon Gekko, mistrz spekulacji finansowych i symbol upadku etyki biznesu sprzed dwóch dekad, powraca w sequelu "Wall Street: Pieniądz nie śpi". Czy diaboliczny biznesmen może się nawrócić?

Nie kryzys, który dwa lata temu zepchnął amerykańską gospodarkę w recesję, i nie pieniądze są głównymi tematami filmu Olivera Stone’a. Tylko pytanie, czy jest coś ważniejszego w życiu od pieniędzy. Różnica pozornie niewielka, niemniej zmiana akcentu z sensacji na sumienie i moralność w czasach, gdy każdy boleśnie odczuwa spadek poziomu życia, wydaje się posunięciem właściwym. Konkurując z mediami ujawniającymi co chwilę skandale biznesmenów pokroju Berniego Madoffa, skazanego na 150 lat więzienia za nadużycia sięgające 50 mld dol., Stone stałby na straconej pozycji. Rzeczywistość zawsze okazywałaby się mocniejsza.

„Wall Street: Pieniądz nie śpi” żadnych tego typu rewelacji nie przynosi. Osadzony w 2008 r., w momencie pikowania giełdowych indeksów, generalnie obraca się w kręgu powszechnie znanych faktów. Wrogie przejęcia, upadające banki, oszustwa finansowe, mętne interesy doprowadzające do samobójstw właścicieli korporacji – to wszystko oglądamy z bliska, ale bez wypieków na twarzy jak w części pierwszej, która wyprzedzała zdecydowanie swój czas pod względem demaskowania zakulisowych poczynań rekinów finansjery. Pod tym względem uchodząc nawet za dzieło profetyczne. Nowością jest natomiast zaskakująca przemiana starego, wyrafinowanego łajdaka Gordona Gekko, nieoczekiwanie uświadamiającego sobie po odsiedzeniu ośmioletniego wyroku, że wartości rodzinne też mają swoją wagę.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną