Kawiarnia literacka

K jak książka
Apele do zdrowego rozsądku są najmniej skuteczne. Tej prawdy nauczyło mnie niedawne zamieszanie wokół finansowania, a właściwie zamrożenia finansowania, bieżącej produkcji w TVP Kultura.

W cyklicznie pojawiających się raportach z realizacji misji publicznej TVP pojawiła się bowiem wzmianka, że takową misję, w pewnym sensie, realizują „produkcyjniaki życia”, czyli osławione seriale jak „Klan” czy „M jak miłość”. I owszem, skrupulatny widz dostrzeże tu i tam ważkie treści społeczne, kwestie moralne, ba, znajdzie się nawet miejsce dla jakiejś postaci o labilnych preferencjach seksualnych. To bardzo dobrze. Masowy widz, według władz TVP, nie zasługuje jak widać na nic więcej. Pal sześć, jakie preferencje ten widz ma. Zakichanym obowiązkiem mediów publicznych jest dostarczyć mu możliwie szerokiego wyboru.

Kanał tematyczny TVP Kultura jakoś się ostał, niemniej jego jesienna ramówka została elegancko, bez krzyku, wykastrowana z jedynego cotygodniowego przeglądu nowości książkowych. Program „Czytelnia” po 130 odcinkach zatonął i nikt prawdopodobnie nie będzie się o niego upominał, znając odsetek czytających rodaków. Dobra oglądalność rzeczy tak undergroundowej jak program o książkach jest rzecz jasna podstawowym powodem jego kasacji. To zrozumiałe jak krzyż na Krakowskim Przedmieściu.

Ja się jednak upomnę. W „Czytelni” nie tylko „przeglądano” nowości rynku wydawniczego, ale również dość dziarsko dyskutowano i przerzucano się argumentami, które pochodziły z doświadczeń lekturowych, z bibliotek świata. Starano się równocześnie utrzymywać stosunkowo przystępną formułę owych rozmów, często kontrapunktowaną dość odważnymi tezami filozoficznymi. Czymżesz to jednak jest wobec takiego oto defetyzmu, który zasłyszałem nie tak dawno temu w pewnej stacji telewizyjnej, a który to przebija o lata świetlne supozycje Samuela Becketta czy Emila Ciorana. Katarzyna Cichopek, aktorka znana z serialu „M jak miłość”, prawdopodobnie nieświadomie wyznała, że „podczas trwania ciąży musiała opuścić plan serialu. Czuła się w tym okresie pusta wewnętrznie” (sic!). Mam nadzieję, że w przyszłości dziecko nie odsłucha sobie gdzieś tej wypowiedzi. Po prostu „M jak marnotrawstwo” czasu spędzanego poza grą w serialu. Recenzenci literaccy „Czytelni” właśnie takie odważne stwierdzenia brali na warsztat. Sęk w tym, że materiałem wyjściowym była książka, a ta zawsze przegra w konfrontacji z żywą mową, gorącym lapsusem, pustą jak ramówka telenowelizacją medialnego żywota.

 

Nie trzeba specjalnie przejmować się rozterkami Katarzyny Cichopek, można włączyć telewizor, świadomie puścić sobie TVP Kultura i uczestniczyć w czymś alternatywnym, czymś w rodzaju „Czytelni”. Problem w tym, że nadawca publiczny skrócił smycz. Oficjalny powód: pieniądze. Koniec dyskusji.

Dyskusja natomiast, mam nadzieję, toczyć się będzie dalej. Aktywizacja opinii publicznej, internetowe akcje zbierania podpisów pod petycjami, mniej lub bardzie głośne protesty ludzi kultury – oto szansa ratunku dla programu skazanego na zagładę. Na razie kule nawet w płot nie trafiają, bo nie zostały jeszcze wystrzelone. Nikomu chyba już się nie chce. Tym samym my, widzowie, jesteśmy ewenementem na skalę europejską. Mamy pod dostatkiem „kaszy i frytek” (pisząc „kasza”, mam na myśli „kaszanę”, jak mawia młodzież), brak nam natomiast wisienek na tym serialowym torcie. A taką wisienką, z punku widzenia zdrowego rozsądku, była i jest TVP Kultura, propagująca również czytanie rzeczy wymagających. Będzie inny program, o charakterze bardziej plebiscytowym, omawiający dwie książki miesiąca. Dwie? Jezusku, czemu tak dużo?

Nie można wykluczyć, że na przykład „Klan” pomaga nam żyć bardziej niż książki. Serial stanowi protezę życia, w której, niczym w siedmiomilowych butach, przejdziemy przez nasz czas na ziemi. Coroczne zjazdy Krystyn są niczym spędy młodzieży na jarocińskich festiwalach. Kiedyś „irokezy”, dzisiaj „Krystyny”. Zasada identyfikacji podług klucza subkulturowego pozostaje bez zmian. W szpitalu z „Na dobre i na złe” też chciałbym się znaleźć. Wszystko tam zielone jak na wiosennej łące. Żyć i umierać w takim szpitalu to estetyczny przywilej.

To jednak, co jest, różni się od tego, co jest pokazywane, stopniem ambiwalencji. Właśnie ten nieznaczny stopień, ta nierówność na płaskiej tafli ekranu to zagadka kultury przez nieco większe „K” niż „Klan”. To „K jak książka”.

 

Z powyższych uwag może wynikać, że zupełnie nie rozumiem zasad funkcjonowania relacji nadawca–odbiorca. Nie pojmuję całej mechaniki manipulacji i kreowania określonych postaw społecznych, że obca jest mi ewangelizacja za pomocą dekodera. Wreszcie, że gubię się w rachunku ekonomicznym na podstawowym poziomie salda zysków i strat. Przyznaję się. Ten analfabetyzm wynika między innymi z braku medialnego uniwersytetu, jakim w polskich warunkach jest TVP Kultura. Powtórki to nie wszystko. Trzeba z programem iść do przodu, a to jest groźne. Przyrost wiedzy jest wprost proporcjonalny do ubytku złudzeń.

Najwidoczniej władze TVP chcą dla mnie dobrze. Utrzymują mnie w stadium lekkiego rauszu. Dwa kilo kaszy na jedną wisienkę. Tracę jednak zdrowy rozsądek i staję się obywatelem bez alternatywy, staję się tylko widzem. Dzisiaj obywatel i widz to synonimy. Będzie można się o tym przekonać podczas trwania kolejnych kampanii wyborczych i walk o krzyż.

Moje lamentacje mają podłoże merkantylne. Pozbawiono mnie fajnego zajęcia, pracy ze świetnymi i inteligentnymi ludźmi. „Czytelnia” zapewne wróci do formuły rozmów domowych, poza wizją. I tu muszę się zgodzić z Katarzyną Cichopek: czuję się pusty wewnętrznie jak jesienna ramówka.

 

Krzysztof Siwczyk (ur. 1977 r.) – poeta, krytyk literacki. Opublikował dziewięć książek poetyckich. Ostatnio „Centrum likwidacji szkód” (2008 r.). Zagrał poetę Rafała Wojaczka w filmie „Wojaczek” Lecha Majewskiego (1999 r.). Pracuje w Instytucie Mikołowskim. Mieszka w Gliwicach.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj