Harce z Fredrą

Podstolina pod stołem
W kontekście filmowej premiery „Ślubów panieńskich” warto zastanowić się, czy i dlaczego lubimy Fredrę. W teatrze przecież grany jest rzadko i raczej bez uwielbienia. Otóż lubimy Fredrę dlatego, że go znamy, a nie dlatego, że go lubimy.
materiały prasowe

Z kilkudziesięciu utworów Fredry grywanych jest dziś kilka. Regularnie – już tylko „Zemsta” i „Śluby panieńskie”, i to bynajmniej nie dlatego, że są ukochanymi przez Polaków „komediami wszech czasów” czy dziełami o „ponadczasowym uniwersalizmie” (cytaty z press booka filmu Bajona). Po prostu są w kanonie lektur szkolnych, co dla teatru oznacza pełną widownię.

Większość teatralnych realizacji ma charakter lekturowy, tym silniej na ich tle wyróżniają się spektakle, które od zwyczajowego grania Fredry odbiegają. „A to gramy na współcześnie, z komórkami i telewizorami, a to na smutno jak Czechowa, à la manière russe. Rekord pobił podobno pewien reżyser, który upił Podstolinę, położył ją pod stołem – i stąd »Podstolina«. Zastanawiam się, skąd się wzięło to niezdrowe zainteresowanie Fredrą. Przecież to dramaturgia zamknięta, nie otwarta, jak »Dziady«, gdzie niech będzie wszystko wolno” – zżymał się w „Teatrze” w 2007 r. Andrzej Łapicki, ochrzczony przez Aleksandra Bardiniego „strażnikiem Fredry”.

Inscenizacji z komórkami i laptopami było w ostatnich latach raptem kilka. Z głośniejszych – „Zemsta” Piotra Cieplaka z Teatru Polskiego w Poznaniu, z 2005 r., urodzinowa (130-lecie teatru) i bezradna wobec tekstu.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną