Recenzja książki: Paul Martin, "Seks, narkotyki i czekolada"
Jak być sprytnym hedonistą
Powinniśmy dogadzać sobie „mało, ale często” oraz nauczyć się doceniać przyjemności alternatywne wobec seksu.
materiały prasowe

Książka Paula Martina „Seks, narkotyki i czekolada” chce się podobać wszystkim, pełna jest zarówno odniesień do literatury i sztuki, jak i sensacyjek rodem z tabloidu. Autor – powołując się na statystyki, wyniki eksperymentów medycznych, życiorysy znanych postaci, od greckich filozofów i rzymskich cesarzy, przez Casanovę, de Sade’a, hrabiego Rochestera, po Elvisa Presleya czy Janis Joplin, wreszcie nawiązując do „Biblii”, dzieł Szekspira, Orwella i pisarstwa Joanne K. Rowling – próbuje dociec, czym jest przyjemność, dlaczego do niej dążymy, co znajduje się na jej antypodach. Autor dokonuje dość szczegółowego przeglądu używek, analizuje mechanizm uzależnień, zarysowuje stosunek największych religii do rozmaitych uciech, na koniec zaś radzi, jak być „sprytnym hedonistą”.

Powinniśmy – rzecze Martin – dogadzać sobie „mało, ale często” oraz nauczyć się doceniać przyjemności alternatywne wobec seksu czy środków odurzających: muzykę, łowienie ryb lub poobiednią drzemkę. „Seks, narkotyki i czekolada” nie jest lekturą, która dostarczy nam dużej wiedzy. Może jednak sprawiać frajdę, chociaż zawartość kakao w tej czekoladzie nie przekracza 20 proc. Idealna – jak baton – do konsumpcji w podróży. Zwłaszcza gdy doskwiera głód, a za oknem noc. Wówczas opowieści o psychotropowym moczu, masturbujących się delfinach czy tajemnicach punktu G wydają się szczególnie atrakcyjne.

Paul Martin, Seks, narkotyki i czekolada, przeł. Anna Dzierzgowska, MUZA SA, Warszawa 2010, s. 456

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj