Recenzja książki: Gene Kranz, "Porażka nie wchodzi w grę"

Czynnik nieludzki
Kontrola misji od programu Mercury do lotu Apollo 13 i później.
materiały prasowe

Żeby była jasność - "Porażka nie wchodzi w grę" Gene'a Kranza to żadna literatura. Spisana w urzędniczym niemal tonie, bez przewrotek formalnych (aczkolwiek nie pozbawiona epizodów sentymentalnych lub wręcz łzawych). Ale zarazem to jest to książka w pewien sposób wielka. Krzepiąca - bo świadcząca o nieograniczonym potencjale twórczym ludzkiego umysłu. I zarazem przygnębiająca - bo opowiadająca o tym, z jaką łatwością można ten potencjał zmarnować.

Urodzony w 1933 roku (i pozostający wciąż w niezłej kondycji) Eugene Francis "Gene" Kranz stanowił jeden z najmocniejszych filarów amerykańskiego programu kosmicznego.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną