Kawiarnia literacka

Faust jada sznycle
Samolot osiada na płycie lotniska w Dortmundzie. Rozlegają się brawa, co niezbicie dowodzi, że pasażerowie znają „Katastrofy lotnicze” z „National Geographic”.

Wylądowałem w Sauerlandzie – w środku nie tylko Stasiukowego Dojczlandu, ale i całego Zachodu. 20 lat po przełomie, a ja nie potrafię wyzbyć się dreszczyku emocji, wciąż przekraczam widmową żelazną kurtynę. Jestem jej dzieckiem, choć dzisiaj żelazna kurtyna brzmi jak imię postaci z bajki lub przezwisko zbyt radykalnej feministki.

Sauerland to nie żadne tam NRD, Czechy czy Bułgaria, do których jeździło się na socjalistyczny paszport z wielką pieczęcią, zakreślającą granice wolności.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną