szukaj
Recenzja książki: Antoni Jan Dziatkowiak, "Serce i skalpel"
Skalpel w sercu
Wspomnienia lekarzy zawsze mogą w Polsce liczyć na duże zainteresowanie.
Materiały prasowe

Odkrywanie tajemnic medycyny to zajęcie pasjonujące nie tylko dla jej miłośników, ale też zwykłych laików. Na co dzień występując w roli niedoinformowanych pacjentów, podczas lektury stają się współuczestnikami odkryć i porażek. Gdy tematem książki jest kardiochirurgia, a autorem jeden z pionierów tej specjalności – rzecz staje się jeszcze bardziej ciekawa. Dlatego „Serce i skalpel”, autobiograficzna monografia osobiście wydana przez prof. Antoniego Dziatkowiaka, wieloletniego szefa krakowskiej Kliniki Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii, dla wielu będzie fascynującą podróżą po kulisach medycyny. A profesor otwiera przed nami szeroko wrota szpitali oraz drzwi sal operacyjnych, snując opowieść o historii medycyny i swoim życiu. Przyznam, że nie przeczytałem książki jednym tchem, bo kronikarskich zapisów prof. Dziatkowiaka nie da się pochłonąć jak kryminalnej powieści. Nie taki też chyba był zamiar autora, który postanowił upublicznić spisywane przez wiele lat notatki ze swojej pracy.

"Serce i skalpel” to pamiętnik pełen faktów, nazwisk i inicjałów chorych, którym profesor uratował życie, ale też dzięki którym odebrał wielką lekcję lekarskiej pokory. Każdy może tu znaleźć coś dla siebie (a gwarantuję, że wielu lekarzy, uczniów i pacjentów profesora odnajdzie w jego zapiskach również samych siebie). Wartością książki jest narracja przypominająca gawędę, jaką autor – wybitny chirurg – mógłby prowadzić przy stole na czyichś imieninach. Opowiada także o setkach pacjentów, których leczył, najlepiej jak potrafił, choć kardiochirurgia nie należy do łatwych dziedzin medycyny, gdzie wszystkie operacje zawsze kończą się sukcesem.

Antoni Jan Dziatkowiak, Serce i skalpel, Oficyna Wydawnicza Anabasis, Kraków 2010, s. 648

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj